środa, 20 czerwca 2018

Fotorelacja: Urlop- polskie morze

Witajcie Kochani!
Wszystko co dobre szybko się kończy. Podobnie było z moim ostatnim urlopem, który udało mi się spędzić nad polskim morzem. Pogoda była średnia , jednak mimo to wyjazd bardzo dobrze wspominam. Wiele rzeczy się wydarzyło , wiele też udało mi się zobaczyć;).Zwiedzić udało mi się m.in Władysławowo, Hel, Juratę, Gdynie, Sopot i Gdańsk.
Przez to miałam też chwilę odpoczynku i dla siebie i od bloga. Kto mnie śledzi wie, że jestem bardziej aktywna chociażby na instagramie ,na którego zapraszam jeśli jeszcze Was tam nie ma . A tymczasem zapraszam na fotorelację !:)










A jak tam Wasz urlop? Gdzie planujecie się wybrać?

środa, 13 czerwca 2018

Ziaja - maska nawilżająca za grosze hit?

Witajcie,
Dziś przyszedł czas na kolejny test maski. Nie wiem ,czy jest tu osoba , która tej maski jeszcze nie zna. Jak ktoś taki jest to koniecznie dajcie znać w komentarzu. Mnie osobiście ta maska kojarzy się z "dzieciństwem". Pamiętam ,że gdy byłam młodsza zawsze z koleżanką kupowałyśmy te właśnie maski. Jednym z powodów była na pewno cena , bo maska kosztuje troszkę ponad złotówkę!, a po drugie dostać ją można było niemalże w każdym sklepie. A mowa tu oczywiście o masce nawilżającej z Ziaji.
]


Ostatnio będąc w drogerii rzuciła mi się w oko ta maska. Byłam zaskoczona ,że jest jeszcze w sprzedaży. Byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się teraz , gdyż pamiętam ,że dawniej byłam z niej mega zadowolona. Stosowałam ją na zmianę z maską oczyszczającą tej serii. Cena - znów groszowe sprawy, ciekawe jak z działaniem ?

Maska ma kremową konsystencję. Opakowanie bardzo proste, praktycznie. Jedna saszetka wystarcza nam na pokrycie całej twarzy. Przeznaczona jest do cery suchej i normalnej. Ma za zadanie nawilżać naszą skórę, za sprawą dodatku z zielonej glinki oraz olejów.



 Powyżej na zdjęciach są obietnice producenta oraz skład maski. Nie możemy tu wymagać kto wie czego za maskę za złotówkę ale umówmy się- są gorsze składy. W tej już na drugim miejscu mamy olej canola, który odżywia i zmiękcza naskórek. 

Co do samej maski bardzo przyjemnie się nakłada. Ma powiedziała bym idealną konsystencję, dość gęstą , jednak nie na tyle , by nakładanie jej było problematyczne oraz nie rzadką , dzięki czemu super trzyma się twarzy. Jeśli chodzi o kolorek to jest ona delikatnie zielona ( wszystko za sprawą zielonej glinki). Zapach jest wyczuwalny podczas aplikacji , bardzo delikatny , jednak w trakcie noszenia maski nie czujemy nic :). Tak prezentuje się na twarzy.



A teraz najważniejsze , czyli działanie maski. Jak wiecie nie jestem zwolenniczkom masek tego typu. Wolę te w płachcie lub typu peel of. Są po prostu dla mnie wygodniejsze. Jednak działanie tej maski jest bardzo dobre. Po zmyciu skóra jest mięciutka , gładka i czuć nawilżenie. Pamiętam ,że jak byłam jeszcze dzieckiem i takie maseczki stosowałam bardziej dla zabawy , ale już wtedy byłam zadowolona i teraz ...również mogę to potwierdzić. Od tej maski nie oczekiwałam wiele , lecz i tak mnie zaskoczyła. Wiadome, to nawilżenie nie było na najwyższym poziomie , jednak po masce zawsze stosujemy krem. A na prawdę skóra była fajna w dotyku, wygładzona. 

Podsumowując, z czystym sumieniem mogę Wam tą maskę polecić. Tania, łatwo dostępna i dobra. Myślę, że nie trzeba dłużej przekonywać i więcej nic pisać. Ciekawa jestem czy znacie tą maskę bo na rynku jest już na pewno parę ładnych lat. 




Dajcie znać w komentarzu co myślicie :) 

środa, 6 czerwca 2018

Evree - regenerujące serum do rąk, do skóry bardzo suchej i zniszczonej

Witajcie Kochani, 
Produktów do dłoni używa chyba każda z Nas. Ja bardzo często stosuję tego typu produkty ( nie tylko zimą), gdyż właśnie wtedy wszyscy przypominają sobie o dbaniu o skórę dłoni. Co prawda ujemna temperatura potęguje wysuszanie skóry, jednak warto o nią dbać przez cały rok. Najczęstszym produktem do dłoni jest po prostu krem. Dziś jednak przychodzę do Was z nieco innym ,choć na pierwszy rzut oka bardzo podobnym produktem. A mowa tu oczywiście jak sama nazwa wskazuje o regenerującym serum do rąk od marki Evree.


Zaczynając od początku serum dostajemy w bardzo fajnym , zgrabnym i poręcznym opakowaniu. Bez problemu mieści się w dłoni i myślę ,że w większości torebek znajdzie też swoje miejsce;). Opakowanie elastyczne, łatwo wydobywa się z niego produkt. Mi bardzo przypadło do gustu.



OBIETNICE PRODUCENTA:

Evree Max Repair Regenerujące Serum do Rąk do bardzo suchej skóry:

  • -silnie skoncentrowane serum do pielęgnacji skóry dłoni
  • -serum zawiera: olejek arganowy i masło karite
  • -produkt przynosi ulgę i ukojenie dla bardzo suchej i zniszczonej skóry
  • -serum intensywnie regeneruje naskórek, nawilża i zmiękcza skórę
  • -produkt nawilża spierchnięty naskórek i pozostawia dłonie wygładzone
Jak widać obietnice producenta są dość obiecujące. Teraz zobaczymy jaka jej moja opinia.

Serum ma bardzo unikatową konsystencję. Nie jest ona bardzo gęsta (jak to mają niektóre kremy), ani też bardzo rzadka. Mogła bym stwierdzić ,że jest idealna , gdyż jest bardzo "leciutka", nie spływając przy tym z dłoni. Serum przyjemnie się rozprowadza. Dość szybko się wchłania, nie pozostawia na powierzchni lepkiej warstwy, jednak trzeba zaznaczyć ,że otula skórę dłoni delikatną powłoką, którą da się wyczuć. Mi osobiście ona nie przeszkadza, a zaznaczę ,że lepkości skóry nie lubię.



Produkt ten zawiera w swoim składzie m.in olejek arganowy oraz masło karite. U mnie bardzo fajnie sprawdza się, gdyż doskonale nawilża, wygładza skórę i oczywiście szybko się wchłania. Jest to mój pierwszy tego typu produkt, gdyż do tej pory miałam same kremy, peelingi, jednak serum jest u mnie pierwszy raz ,lecz już się polubiliśmy. Jedynie mogę się przyczepić do zapachu, jest on delikatny, jednak nie do końca trafia w moje gusta. Ale zaznaczyć chcę ,że najbardziej wyczuwalny jest jedynie podczas samej aplikacji produktu, później zapach jak gdyby zanika:).

Wspomnieć też należy, iż produkt znajdziemy w większości drogerii (mój kupiłam w Hebe ), a jego cena to mniej niż 10zł. Uważam więc, że jak za taką cenę , produkt daje radę i jest na prawdę fajny.



Stosowaliście ten produkt ?:)







sobota, 2 czerwca 2018

Pazurki #8- Marilyn Monroe w towarzystwie pastelowego fioletu + jak aplikować wodne naklejki ?

Cześć Kochani!, 

Dziś, w ten piękny (choć u mnie troszkę zachmurzony) początek weekendu przychodzę do Was z kolejną paznokciową inspiracją . Ostatni taki post był już jakiś czas temu, więc pomyślałam ,że to najwyższy czas na zrobienie nowego:). Dodatkowo dowiecie się ,jak w prosty sposób ozdobić swoje paznokcie za pomocą naklejek wodnych. Jeżeli interesuje Was taka tematyka to zapraszam dalej! 



Naklejki wodne - czym różnią się od tradycyjnych?

Każde naklejki działają bardzo podobnie. Te tradycyjne odklejamy i po prostu przyklejamy na paznokcie, gdyż mają warstwę kleju na odwrocie. W naklejkach wodnych tego nie ma . Dlatego też jest tu inna metoda przyklejania.


Naklejki wodne nie bez przyczyny noszą taką nazwę. A to wszystko dlatego, iż do ich zastosowania potrzebna jest właśnie woda. Przed przyklejeniem tego typu naklejki musi ona zostać zanurzona w wodzie (jest to dosłownie kilka ,kilkanaście sekund). Po zanurzeniu naklejka pięknie odchodzi z kartonika na którym leżała i możemy ją bez problemu przenieść na paznokieć. Ja dodatkowo delikatnie ją odsączam z nadmiaru wody. Ale zacznijmy od początku:


Moja aplikacja naklejek wodnych:
  • oderwanie folii ochronnej z naklejki
  • zanurzenie naklejki w wodzie (kilka sekund)
  • wyjęcie naklejki, delikatne odsączenie z wody (np. papierowym ręcznikiem)
  • umieszczenie naklejki na paznokciu za pomocą pęsety, patyczka lub palców- komu jak wygodnie ( ja nakładam naklejkę na drugą warstwę koloru ,odtłuszczoną cleanerem!). Ważne jest dobre dociśnięcie naklejki by paznokieć był gładki.
  • aplikacja topu hybrydowego ( u mnie w przypadku naklejek zawsze dwie cienkie warstwy, by dokładnie zabezpieczyć paznokieć, pamiętając również o wolnym brzegu paznokcia.

A teraz już jedna z moich ostatnich stylizacji. Główną rolę odgrywa tu kolor Acapulco z NeoNail oraz oczywiście naklejki wodne:




poniedziałek, 28 maja 2018

Bourjois CC Cream - kosmetyk idealny na lato?

Witajcie!
Ostatnio chwilkę mnie tu nie było, niestety zostałam pochłonięta przez pracę i obowiązki, jednak na szczęście owy "maraton " mam już za sobą i mogę poświęcić Wam więcej czasu.
Za oknem mamy już na prawdę bardzo fajną pogodę :), ja osobiście jestem ciepło lubna ;D, uwielbiam lato, słońce, opalanie. W tym czasie również rezygnuję z bardzo ciężkich podkładów, które stosuję okazjonalnie, a przechodzę na leciutkie kremy, o którym dziś się dowiecie;).
A mowa tu oczywiście o kremie CC z marki Bourjois:



Zaczynając od początku krem ma bardzo wygodne opakowanie. Jak widać jest to krem w tubce, z fajnym dozownikiem , dzięki czemu możemy wycisnąć odpowiednią ilość produktu. Jeśli chodzi o pojemność mamy tutaj 30ml produktu, czyli taką standardową jak dla podkładów. Trzeba zaznaczyć , że produkt ten ma rzadką konsystencję. Z mojej kolekcji fluidów i kremów tego typu, ten jest zdecydowanie najrzadszy.



Wydawało by się , że przez swoją bardzo rzadką konsystencję ,krem ten będzie miał bardzo malutkie krycie, a jest całkiem inaczej. Po pierwszym użyciu , byłam w wielkim szoku jak zobaczyłam jak ten produkt wygląda na twarzy. Mogę powiedzieć, że przez chwilkę zapomniałam że mam na sobie tylko krem CC. Jak na produkt tego typu krycie jest naprawdę dobre. Produkt pięknie wyrównuje koloryt cery ,stapia się z nią i wygląda bardzo naturalnie. Często mam delikatne zaczerwienienia na policzkach i produkt bez problemu sobie z nimi radzi.

Tutaj zdjęcie już w skończonym ,delikatnym makijażu:


Ja jestem z niego bardzo zadowolona. Według mnie taki leciutki krem, który ma całkiem fajne krycie i ładnie ujednolica koloryt cery jest idealny na letnie dni. Dodatkowo krem ten bardzo fajnie przyjmuje kolejne produkty. Nie ma problemu z ładnym roztarciem bronzera na policzkach, nie robi plam.., produkt jak najbardziej na tak!

Dodatkowo kupiłam go na promocji w drogerii SuperPharm , gdzie zapłaciłam za niego ok.20zł , dokładnie nie pamiętam ,jednak nie była to wysoka kwota jak za taki produkt, który też muszę zaznaczyć ,że jest bardzo wydajny! Jest to z pewnością zasługa jego konsystencji, dzięki której niewielka ilość wystarcza na pokrycie całej twarzy. Jeżeli jeszcze go nie próbowaliście, to serdecznie polecam !




Czy są tu jeszcze zwolennicy kremu CC na lato ? :)

poniedziałek, 21 maja 2018

Nowości w kosmetyczce- czyli co będę testować w najbliższym czasie?


Dzień Dobry ! ,

Nie wiem czy też tak macie ,że wchodzicie do drogerii po szampon do włosów, a wychodząc macie siatkę rzeczy..? Ja niestety tak mam , tu jakaś promocja , tu przypominam sobie ,że jeszcze to mi się kończy ,tu to. Dajcie znać czy tylko ja tak mam, czy może jest nas więcej ? :)
A teraz już nie przedłużając , chcę przedstawić Wam moje nowości , które w ostatnim czasie do mnie trafiły i które będę dla siebie jak również i dla Was testować. Jeśli taka tematyka Was interesuje to zapraszam!


Na początek produkty marki Bingospa, które dostałam od firmy , za które raz jeszcze dziękuję i których jestem niezmiernie ciekawa:


O marce wiele słyszałam ,jednak nie miałam okazji jeszcze testować ich produktów. Mam dwa produkty do twarzy , jeden do włosów i jeden do ciała. Chciałam produkty z każdej kategorii , gdyż będę miała większe porównanie. 



Błotna maska do twarzy - zacznę od tego produktu bo chyba jego jestem najbardziej ciekawa, gdyż nigdy takiej maski nie miałam. Po otwarciu ukazuje się szarawa maska, która ma bardzo specyficzny zapach. I to niestety tyle co mogę na ten temat powiedzieć. 

Aktywne serum algowe- aż wstyd się przyznać , ale już bardzo bardzo dawno stosowałam jakiekolwiek serum do twarzy. Teraz na pewno to się zmieni. Serum pięknie pachnie i ma kremową konsystencję.

Szybka odżywka do włosów- bardzo podoba mi się opakowanie, które jest z wygodnym dozownikiem. Maska ,którą zmywamy po kilku minutach. Zapach również przyjemny , delikatny.

Czekoladowe masło do ciała- na pewno przyda się po opalaniu ;D. Zapach nazwała bym bardziej waniliowo-czekoladowy. Konsystencja budyniowata , jednak jeszcze nie używałam ;)

Wszystkie produkty dostępne są NA STRONIE PRODUCENTA.


Kolejnym produktem jest odżywka do włosów ,bez spłukiwania marki Loreal:



Lubię takie formy odżywek ,bo są bardzo wygodne. Ta zawiera jeszcze sporo olejków, więc moim rozjaśnionym włosom na pewno się przyda. Słyszałam o niej dobre opinie , jednak jeszcze jej nie miałam. Jest ona dwufazowa i ma delikatny zapach. 



Teraz pora na produkt marki Nivea, a jest to żel-krem do mycia twarzy:


O tym produkcie mogę coś więcej powiedzieć bo jest to już moje drugie opakowanie. Żel ten jest bardzo fajny, o dość gęstej ,kremowej konsystencji. Lubię stosować go po demakijażu lub rano do mycia twarzy. Jest bardzo delikatny , w żaden sposób nie podrażnia skóry, fajnie domywa resztki makijażu. Dodatkowo po jego zastosowaniu skóra jest bardzo miękka , nawilżona. Zapach też bardzo przyjemny , "kremowy", typowy dla produktów tej marki. Mogę go bez zastanowienia polecić:)


Teraz czas na suchy szampon, z firmy bodajże "Colab":


Produkt kupiłam na promocji w drogerii Hebe za ok. 7zł. Bardzo bardzo dawno miałam i używałam suchego szamponu. Stwierdziłam ,że jest to produkt jednak bardzo przydatny w tzw "kryzysowych sytuacjach", więc warto go gdzieś tam mieć pod ręką. Tego jeszcze nie używałam , więc nie mogę się o nim wypowiedzieć , ale co trzeba podkreślić - opakowanie jest słodkie i przyciągające wzrok ;)


Kolejny i już ostatni produkt , który dla Was dziś przygotowałam , to maska kolagenowa pod oczy marki Pil'aten



Maseczka pod oczy w formie wygodnych, kolagenowych płatków. Nakładamy je na maksymalnie 30min ,po czym ściągamy. Bardzo ciekawa jestem ich działania . Dajcie znać , jeśli ktoś z Was już je testował.




Który z produktów najbardziej przyciągnął Waszą uwagę ? :)

czwartek, 17 maja 2018

Mezeterapia w masce -czy to możliwe ?

Witajcie Kochani,

Nie muszę chyba już mówić, że maseczki w płachcie bez wątpienia skradły moje serce. Uwielbiam taką formę, gdyż jest dla mnie jedną z wygodniejszych. Maseczki to jeden z produktów ,które bardzo często i z chęcią testuję. Uwielbiam ten moment tylko dla siebie , gdy w domowym zaciszu, mogę odetchnąć , zrobić coś dla siebie i choć przez chwilę poczuć się jak w jakimś Spa:). 
Dziś przedstawiam Wam kolejną z masek, które udało mi się przetestować, ciekawi ?




"Czyste Piękno"- Ślimakowa Maska, efekt mezoterapii:

No powiedzcie sami, czyż to nie brzmi kusząco? Efekt mezoterapii ukryty w wygodnej formie maski ,którą mamy na wyciągnięcie ręki. Pisałam Wam kiedyś o jednej z form mikrodermabrazji, którą również można wykonywać w domu. Jeśli ktoś nie widział to zapraszam TU. A jak będzie z ową mezoterapią?

Maska ma bardzo fajne i przyciągające uwagę opakowanie. Jest ono tekturowe z przezroczystym wycięciem przez które widać część maski. Maska wygląda prześlicznie , po otwarciu opakowania ukazuje nam się brokatowo-żelowa maska, zatopiona w dość dużej ilości płynu.




I co muszę powiedzieć, to to ,iż owego płynu jest na prawdę DUŻO! Maska dosłownie pływa w nim , a po wyjęciu z maski jeszcze spływa płyn, więc trzeba trochę czasu odczekać. Testowałam różne tego typu maski ale z tak dużą ilością płynu spotykam się po raz pierwszy. Żeby go nie marnować , nałożyłam go również na szyję oraz dekolt, jednak mimo to płynu zostało prawie pół saszetki.


Co do samej maski.. Niestety nie jest ona wygodna ;/. Cała jest śliska od nadmiaru płynu , dodatkowo jej "żelowa" forma sprawiają, że maska jeździ po całej twarzy. Nie jest to oczywiście komfortowe, gdyż musimy po jej nałożeniu leżeć ( co w innych maskach w płachcie nie jest konieczne). Dodatkowo co jeszcze mi w niej przeszkadzało to fakt, iż była dość mała.. Malutkie otworki na oczy i usta oraz wąska po bokach. Jeszcze dodać fakt ,że jeździła po twarzy nie do końca mi się podobało , bo trzeba było cały czas ją pilnować.. Z trudem , ale udało mi się zrobić zdjęcie jej wyglądu po nałożeniu:





Masce nie można oczywiście odmówić, że wygląda pięknie. Jest to żelowy płat, wypełnionymi malutkimi , mieniącymi się drobinkami. To właśnie głównie jej wygląd przyciągnął mnie do jej zakupu. Może to taki chwyt marketingowy? Bo przecież brokat nic naszej skórze nie daje :) .

Przejdźmy teraz do samego działania maski , bo przecież o to głównie chodzi. Nie było łatwo , ale maskę potrzymałam na twarzy dobre 20min , jak radzi producent. Po tym czasie ją zdjęłam , twarz była pokryta owym płynem , który całkiem fajnie po rozprowadzeniu i odczekaniu paru minutek wchłonął się. Skóra była wygładzona i przyjemna w dotyku. I w zasadzie nic poza tym. Nie czułam zbytnio nawilżenia , dopiero zaaplikowany krem zadowolił moją skórę.

Dodatkowo, po zdjęciu maski , oprócz płynu, miałam drobinki brokatu! Dobrze, że robiłam tą maskę przed pójściem spać, więc aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało, jednak trzeba mieć to na uwadze.

Za maskę zapłaciłam zaledwie 6zł (w biedronce), jednak nie jestem z niej do końca zadowolona. Na pewno daleko jej do "efektu mezoterapii ", a wygładzoną i miękką w dotyku skórę czasem daje nam zwykłe wykonanie peelingu.



Mieliście tą maskę lub jakąś z tej serii? :) ,z chęcią jestem ciekawa Waszych opinii i jak zawsze zapraszam do dyskusji w komentarzach:)
Buziaczki ;**

poniedziałek, 14 maja 2018

Garnier - cytrynowa maseczka rozjaśniająca- czy warto?

Witajcie Kochani,

Już jakiś czas nie pojawiała się u mnie recenzja maski na blogu. I oczywiście ,to nie jest tak,że przestałam je robić ;D. Robię je regularnie , jednak nie zawsze mam czas na zebranie się i pisanie o tym. Z ogromną przyjemnością dzielę się z Wami produktami , które czymś mnie zaskoczyły, są dobre jak również tymi , od których radziła bym trzymać się z daleka.
Jak będzie z dzisiejszą maską?


Garnier - rozjaśniająca maseczka do twarzy z ekstraktem z cytryny do skóry matowej z niedoskonałościami. Jest to tradycyjna forma maski (kremowa) . Opakowanie bardzo proste , poręczne zgrabne. Maseczkę kupiłam za grosze , dosłownie 2-3zł.



Maseczka w konsystencji jest bardzo leciutka, powiedziała bym nawet ,że ma formę żelu. Trzeba zaznaczyć ,że to wpływa na jej wydajność, gdyż niewielka ilość maski pokrywa nam całą twarz. Mi jedno opakowanie starczyło praktycznie na 3 użycia. 

Głównym zadaniem maski jest rozjaśnienie twarzy. Co prawda zaznaczone jest ,że nadaje się również do skóry z niedoskonałościami, które również może zmniejszać, jednak nie nie jest to jej głównym zadaniem!

Obietnice producenta - czy są prawdziwe ?

Tak! Nie chodzi tu oczywiście o jakiś efekt wow. Jednak rzeczywiście po nałożeniu maski , skóra wyglądała znacznie lepiej, zdrowiej i promienniej. Jak po większości masek skóra była przyjemna i miła w dotyku , co również producent obiecuje. Szczerze powiem ,że podchodziłam bardzo sceptycznie do tej maski wzięłam ją -bo wzięłam. Zrobiłam- bo rzeczywiście skóra po ostatnich podróżach potrzebowała więcej troski, a tu proszę miłe zaskoczenie. Mogę powiedzieć, że co do obietnic producenta nie mogę się do niczego przyczepić.


Jakie są plusy - oprócz dobrego działania?

Bez wątpienia kolejnym plusem jest tu cena! Jak już wspomniałam maskę kupiłam za grosze , dosłownie 2 -3 złote. Z tego co pamiętam trafiłam wtedy na promocję w Hebe, jednak w cenie regularnej też nie kosztuje fortuny.
Drugi plus to oczywiście wydajność! Kupując takie maski mamy je przeważnie na raz. Z tą jest wyjątek- jest to leciutki żel , którego na prawdę nie trzeba dużo, by nałożyć na całą twarz. Za taką cenę - czego chcieć więcej?;p


Jakieś minusy?

Tak! Wymieniłam wszystkie plusy ,teraz czas ponarzekać. Minus jest jeden. Maska zaraz po nałożeniu na twarz delikatnie mnie piecze , myślę ,że może jest to sprawa cytrusów, bo powiem Wam ,że nigdy takich masek z ich udziałem nie testowałam. Może być to również wina mojej cery, która czasem lubi być wrażliwa , a przecież każdy jest inny i nie koniecznie u każdego musi to wystąpić. U mnie niestety to wystąpiło, było to jednak delikatne pieczenie - do wytrzymania.





Warto czy nie warto ? Odpowiedzcie sobie sami , ja myślę, że przewaga jest plusów, jednak nie wiem, czy jeszcze po nią sięgnę:)
Buziaczki;***

poniedziałek, 7 maja 2018

Nowości w kosmetyczce! Maj 2018 - Maseczki i opalanie w roli głównej; )


Witajcie,

Jak tam po majówce? Ja miałam sporo wolnego,pogoda też dopisała,  więc udało mi się odpocząć; ). Ostatni post to denko, które pojawiło się u mnie pierwszy raz i jak widać przypadło Wam do gustu. Dziś przychodzę do Was z kosmetykami , które w najbliższym czasie będę testować.  Jeśli taka tematyka Was interesuje - zapraszam dalej !

Nie tak dawno byłam całkiem przypadkiem na zakupach w biedronce.  I trafiłam na świetny wybór maseczek!  Oczywiście nie mogłam się zdecydować na jedną,  więc wzięłam kilka ;D. Domyślam się,  że są to w biedronce produkty tymczasowe,  wiec tym bardziej trafiły do mojego koszyka.


Tak więc zaczniemy sobie od maseczek. Większość jest z firmy "Czyste piękno  ",co  dla mnie jest nowością. I zaczynamy po kolei:

CZYSTE PIĘKNO "ŚLIMAKOWA MASKA NA TWARZ:


Bardzo interesująca maseczka.  Forma w płachcie -czyli jedna z moich ulubionych. Dodatkowo jest przepiękna,cała srebrno -brokatowa, co bez wątpienia przyciąga wzrok  (przynajmniej mój; D). Maska zawiera ekstrakt ze śluzu ślimaka, kolagen oraz alantoine.  Nie ukrywam że bardzo jestem jej ciekawa i w najbliższym czasie ją przetestuje.

Maska numer 2 to również ta sama marka i jest to;

CZYSTE PIĘKNO - CHOCO MASK:


Czekoladowa maska to twarzy ! O tak , to jest to ;D. No bo powiedzcie mi kto z Was nie lubi czekolady?  Ja jestem strasznym łasuchem i jak zobaczyłam tą maskę moje oczy się zaświecily!  Czekoladowe odżywienie i regeneracja skóry - to obiecuje nam producent; ). Maska ,której równie jestem ciekawa jak poprzedniczki.  Zobaczymy jak się sprawdzi.

Kolejna maska i już ostatnia jeśli chodzi o markę "czyste piękno " , jest to maska:

CZYSTE PIĘKNO - MASKA ODŻYWCZA


To już jest standardowa , odżywcza maska w kremowej formie.  Składa się z dwóch etapów,  gdyż oprócz maski mamy dołączony peeling do twarzy. Ma być to bardzo odżywcza maska , bogata w mikroelementy,  zawierająca w swoim składzie m.in algi morskie i ekstrakt z lukrecji. Ciekawa jak sprawdzi się na mojej mieszanej skórze;).

No i kolejna już ostatnia maseczka , również kupiona w biedronce to;

BODY CLUB- MASKA Z KOMÓRKAMI MACIERZYSTYMI RYŻU

Nie ukrywam że opakowanie tej maski też jest bardzo oryginalne i przyciąga wzrok.  Tej maski było wiele rodzajów,  jednak skusiłam się właśnie na tą. Maska ma za zadanie rozświetlić naszą skórę oraz sprawić by była promienna,wypoczęta. Jest to również maska w płachcie.

Teraz kolejna nowość lecz już nie maseczka a podkład.  A dokładniej:

BOURJOIS - CC CREAM


Produkt ten jest juz chyba w większości z Was znany. Ja osobiście nie miałam okazji go jeszcze testować,  dopiero teraz to uczynię; D. Z racji że już nie długo lato , a w lecie nie lubię ciężkiego makijażu skusilam się właśnie na ten produkt.  Wiem,  że opinie na jego temat są bardzo dobre i mam nadzieję, że moja również taka będzie; ).

A teraz kolejne,  jak i zarazem ostatnie produkty są to kosmetyki pielęgnacyjne do dłoni,  czyli :

EVREE -SERUM DO DŁONI oraz NIVEA - KREM DO DŁONI Z KOENZYMEM Q10:



Na sam koniec juz zostawiłam sobie dwie perełki związane z nadchodzącym latem ;D. Kto mnie zna to wie , że uwielbiam słońce i opalanie, tak więc nie może zabraknąć takich produktów. :

BIELENDA - OCHRONNY KREM DO TWARZY SPF 50 oraz PRZYSPIESZACZ OPALANIA


Krem ochronny na tą porę roku to produkt Must Have ,myślę ,że u każdego. Krem taki nakładam nie tylko ,gdy się opalam, lecz nawet gdy wychodzę gdzieś bez makijażu. Drugi produkt to przyśpieszacz opalania o niskiej ochronie bo SPF 6. Nie polecam go osobom, które mają tentencję do oparzeń słonecznych, osobom o bardzo jasnej karnacji oraz na pierwsze dni opalania. Ja mam skórę przyzwyczajoną do słonka ,więc mogę go używać od już:).


Jak Wam się podobają nowości ? Znacie coś z nich ? ;) dzięki i do następnego ;*****

wtorek, 1 maja 2018

Denko - pielęgnacja i kolorówka



Witajcie !
Jak tam początek majówki? Pogoda jak na razie dopisuje i oby tak dalej. U mnie w planach jest mała wycieczka ale póki co przychodzę do Was z pierwszym na blogu denkiem. Dla tych co być może nie wiedzą , seria ta to produkty ,które w ostatnim czasie zużyłam ("zdenkowałam"). Myślę też, że dopiero po zużyciu danego produktu ,możemy wyrazić pełną ocenę danego produktu. 
Gotowi? Zaczynamy :), 

1. Na początek zacznijmy sobie od pielęgnacji. Pierwszy produkt to nawilżający ,różany krem do twarzy marki Bielenda.


Krem ten już pojawił się u mnie na blogu. Pierwsze wrażenia miałam bardzo pozytywne i takie zostały już do końca. Co tu dużo mówić. Bardzo fajny krem , o bardzo delikatnej i leciutkiej konsystencji:). Szybko się wchłania , idealnie sprawdzał się jako baza pod makijaż na dzień. Posiada delikatny różany zapach , który mi osobiście nie przeszkadzał , a wręcz przeciwnie , był bardzo przyjemny. dodatkowo cena też bardzo atrakcyjna. Produkt jak najbardziej na tak !



2. Drugi produkt ,którego bardzo długo używałam ale w końcu zużyłam to produkt do pielęgnacji włosów . Mowa tu o odżywce do włosów w spreyu marki Dove.



Produkty Dove jak wiecie bardzo lubię. Produktu tego używałam długo , dlatego że zamiennie z innymi. Nie robiła jakiś spektakularnych efektów. Stosowałam ją głównie przed rozczesywaniem włosów. Główne jej zalety to piękny zapach (bardzo typowy dla marki Dove) oraz to, iż łatwo rozczesać po niej włosy. Dodatkowo forma jest tu jak najbardziej na plus . Jednak co do regeneracji włosów chyba nie zdziałała nic. Produkt nie jest zły lecz również nie jakiś znakomity :).


3. Miejsce trzecie to już ostatni produkt pielęgnacyjny dziś , a jest to pielęgnacyjny żel pod prysznic od Nivea.



Co tu dużo mówić , powiem w skrócie. Bardzo lubię żele pod prysznic z Nivea! Robią to co mają robić, są bardzo wydajne. Mają fajną ,lekko kremową konsystencję. Dodatkowo ten ma przepiękny kremowo -pomarańczowy zapach. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia ;D. Myślę , że to nie ostatni ten żel u mnie :).


4. Rozpoczynamy teraz kolorówkę i na początek zacznijmy może od dwóch podkładów. A jest to True Match od Loreal oraz Healthy Mix od Bourjois.


To już chyba klasyki. Oba lekkie , fajne . Wcześniej bardziej przypadł mi do gustu podkład Bourjois, teraz jest troszkę na odwrót. Loreal to podkład rozświetlający , więc też nie każdemu będzie pasował. U mnie natomiast oba produkty sprawdzały się ok, stąd też mam je w zapasach.


5. Kolejnym produktem ,również makijażowym jest puder prasowany marki Max Factor.



Szczerze Wam powiem ,że za marką nie do końca przepadam . Może i mają swoje perełki , jednak mi nie do końca pasują ich produkty. Dajcie znać jeśli jest coś godnego uwagi. A co do pudru- nie najgorszy lecz też nie najlepszy.. Kiedyś używałam go często i byłam zadowolona. Na chwilę obecną mam dużo innych ,lepszych niż ten. Jak widać też mi spadł i się skruszył, jednak nie było mi go szkoda ;P . Rzadko po niego sięgałam. Produkt o bardzo charakterystycznym zapachu i dość mocnym ! od razu na to wyczulam. Kojarzy mi się osobiście z takimi starymi , babcinymi kosmetykami. Zostawia trochę koloru, więc trzeba dobrze dobrać odcień. Nie stapia się też idealnie z cerą, trzeba się troszkę z nim napracować. Raczej już po ten produkt nie sięgnę.


6. Teraz produkt już ostatni na dzisiaj, ale bardzo fajny. A mowa o marce Wibo i róż do policzków Smooth'n wear.




Niestety koloru nie jestem w stanie Wam odczytać. Ale co do produktu to ja bardzo lubię te róże. Fajna pigmentacja , spory wybór w kolorach . Do tego bardzo zgrabne, poręczne opakowania. Nic dodać nic ująć. Mam już kolejny w zapasie :). Jeśli ktoś jeszcze ich nie miał to trzeba koniecznie wypróbować. Cena za sztukę to ok. 10zł , więc no chyba nic więcej mówić nie trzeba..
\


Dziękuję Wam Kochani za poświęcony czas. Dajcie znać czy używaliście tych produktów i jakie są Wasze opinie . Kończąc życzę Wam udanego długiego weekendu ! ;****