wtorek, 18 grudnia 2018

Świąteczne Q&A


Witajcie!

Jak tam przedświąteczne nastroje ? Czujecie już świąteczny klimat? Jakby nie patrzeć do Wigilii zostało nam już zaledwie 6 dni , więc święta tuż tuż. Pomyślałam , że to świetny czas na wprowadzenie trochę świątecznego klimatu również i tu , na bloga. Tak więc nie przedłużając dziś odpowiem Wam na pytania o tematyce świątecznej właśnie :). 



Kiedy zaczynasz przygotowania do świąt?

Przygotowania do świąt zaczynam znacznie szybciej. Nigdy nie czekam na grudzień. O świątecznych prezentach myślę już co najmniej w listopadzie. Podobnie jest z ozdobami świątecznymi, które potrafię kupić znacznie szybciej i mieć już gotowe na święta. Nie czekam nigdy na ostatnią chwilę ze wszystkim, wolę być przygotowana znacznie wcześniej. Poza tym kupowanie ozdób , prezentów, a później ich wręczanie sprawia mi ogromną frajdę. Tak więc u mnie przygotowania zaczynają się wcześniej:).

Ulubione świąteczne zapachy?

Pierwsze co przychodzi mi na myśl to zapach cytrusów , szczególnie pomarańczy czy mandarynek! Bez wątpienia kojarzą mi się ze świętami. Do tego dodała bym zapach cynamonu, goździków , świeżej choinki czy pierników. Tak , tak pachną moje święta !:)

Jaka choinka będzie u Ciebie w tym roku?

Jak już i w poprzednich latach , również i w tym roku stawiamy na sztuczną choinkę. Oczywiście duża, kolorowa, nie może na niej zabraknąć światełek, przeróżnych bombek , gwiazdy i najważniejszego - oczywiście CUKIERKÓW! ;D. Zawsze są u mnie min. dwie - jedną malutką lubię mieć u siebie  w pokoju:)

Czy lubisz święta?

Oczywiście ,że tak! Są tylko raz w roku i mają niezwykły klimat. Uwielbiam ten czas ,kiedy wolne chwile można spędzić beztrosko tylko z najbliższymi osobami. Nie trzeba nigdzie się śpieszyć , można usiąść , spokojnie porozmawiać.  Uwielbiam świąteczne dekoracje , muzykę , śpiewanie kolęd. Mogła bym tak długo wymieniać. Magiczny czas ,który warto spędzić w gronie najbliższych.

Ryba czy pierogi?

Pierogi- bez dwóch zdań! ;D. Jestem osobą co niestety nie przepada za rybami, często ich zapach mnie odstrasza. Myślę,że mogła bym powiedzieć ,że jeżeli o mnie chodzi - to mogłyby w ogóle nie istnieć. Natomiast pierogi wręcz uwielbiam - jeszcze mojej mamy-mmm ,niebo w gębie.

Wolisz dawać czy dostawać prezenty?

Osobiście znacznie bardziej lubię dawać prezenty innym. Sprawia mi to ogromną radość. Lubię widzieć tą radość w oczach innych , uśmiech na twarzy i zadowolenie. Cieszę się tym ,że mogłam sprawić komuś przyjemność tak drobnym gestem. Już samo pakowanie prezentów sprawia mi mega frajdę !

Ulubiona potrawa wigilijna?

I tutaj będę chyba tradycjonalistką bo uwielbiam barszcz czerwony z uszkami. Jest to tradycyjna wigilijna potrawa ,która myślę gości u wszystkich na stołach. Bez niej chyba trudno było by mi wyobrazić sobie wigilijną kolację:).

Czego nie lubisz w świętach?

Na pewno nie lubię jak czasem już od początku listopada trąbią wszędzie o świętach , zaczynają się świąteczne wystawy w sklepach itd. To wszystko jest mega fajne i ma sens ale nie tak wcześnie. W tym roku spotkałam się z tym ,że obok zniczy stały już malutkie choinki na święta. Jak dla mnie jest to już trochę przesada. Podobnie uważam z kupowaniem zbyt wielu rzeczy na święta często tłumacząc "że trzeba bo święta idą", a później wiele rzeczy jak i jedzenia się marnuje i jest wyrzucana do kosza bo nikt nie zdołał zjeść bądź się zepsuło. A tak na prawdę to raptem dwa dni świąt a nie wojna ;D.

Sernik czy makowiec?

Chyba jedno i drugie ;D. Jestem ogromnym łasuchem i lubię słodkie. Jednak jeśli koniecznie miała bym wybrać , to raczej byłby to sernik.






Trzymajcie się cieplutko! :***

czwartek, 6 grudnia 2018

Pharmaceris- krem zapobiegający rozstępom

Cześć!

Jak się macie? Jak tam przygotowania do świąt? Powiem Wam szczerze ,że ja jeszcze w ogóle ich nie czuję ,pewnie to za sprawą pogody , która dzisiaj jest u mnie iście jesienna. O śniegu ani widu ani słychu. Powoli zaczynam myśleć o ozdobach świątecznym i dekorowaniu mieszkania - może chociaż to wprowadzi ciut świątecznego klimatu:).
Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami bardzo ważną informacją dotyczącą mojego stanu -jakim jest ciąża. Ogólnie bardzo mi służy i jest to jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Również wspomniałam ,że wprowadzę z racji tego troszkę tej tematyki na bloga i oto jestem :). Chciałabym przedstawić Wam kosmetyk, który katuję już sporo czasu bo kilka miesięcy i jestem mega zadowolona.


A mowa tu jak można było się domyślić już po tytule o kosmetyku marki Pharmaceris, a jest to krem zapobiegający rozstępom. Jest to specjalna seria kosmetyków dla kobiet w ciąży , oznaczona literką M (Macierzyństwo). Jest to produkt ,który dostaniemy w aptece. Poleciła mi go Pani pracująca w aptece ,gdy szukałam czegoś dobrego ,co pomoże mi uniknąć tej przykrej i niestety jakże częstej (szczególnie w ciąży) przypadłości jaką są rozstępy. 

Przyznać się muszę ,że rozstępy niestety posiadam , jednak są one wynikiem mojej szybkiej utraty wagi jeszcze sprzed kilku lat. Na szczęście nie są wielkie lecz kolejne nie są mi do szczęścia potrzebne ;D. 

Co do produktu to znajduje się w dość sporej tubce o pojemności 200ml. Bardzo fajnie się dozuje przez co wyciskamy odpowiednią ilość produktu i nic się nie marnuje. Produkt ma bardzo fajną , lekką konsystencję i szybko się wchłania. Nie pozostawia na skórze uczucia lepkości , tłustości itp. Zaraz po aplikacji można bez problemu założyć ubranie i nie martwic się ,że coś nam się może pobrudzić. Co do zapachu to kosmetyk ma delikatny zapach , lecz mi (mimo ,że węch mam wyczulony ;D) wcale nie przeszkadza a wręcz przeciwnie - umila stosowanie. 


Kosmetyk ten ma za zadanie wzmocnić strukturę naszej skóry , która szczególnie u kobiet w ciąży może być osłabiona, a tym samym nie ma dopuścić do powstania rozstępów. Zasada tu jest prosta jak w wielu kosmetykach - lepiej zapobiegać niż leczyć . Krem przeciwzmarszczkowy też stosujemy ,nie w momencie pojawienia się ich - lecz wcześniej, by przygotować skórę i im zapobiec . Bardzo ważną informacją jest to ,że krem można bez obaw stosować dopiero od 4-go miesiąca ciąży! Warto, szczególnie w takim okresie jak ciąża stosować się do tych zaleceń. Można również rozglądać się za kosmetykami od pierwszych dni ciąży- jednak tych jest znacznie mniej i lepiej z początku się z nimi wstrzymać.

Jak już wspomniałam krem ma fajną konsystencję i delikatny zapach przez co używam go z radością. Zaczęłam go stosować tak jak radzi producent od 4. miesiąca ciąży i nie zamieniam go na żaden inny. 


Należy pamiętać ,że na rozstępy ma wpływ wiele czynników i nie jesteśmy w stanie nad wszystkimi zapanować. Mam tu na myśli geny - to często za ich sprawą wiele dziedziczymy od bliskich- nie koniecznie dobrego. Osobiście mam tendencję do rozstępów , moja mama też ją miała ,więc jest to uwarunkowane genetycznie. Jednak nie jest regułą- jeśli Twoja mama , siostra czy ciotka miała rozstępy - nie jest powiedziane ,że Ty również będziesz je mieć na 1000%. 

Krem ten bez wątpienia się u mnie sprawdza. Stosuję go codziennie wieczorem na oczyszczoną skórę ud i brzucha- czyli miejsc najbardziej podatnych na powstanie rozstępów. Jestem z niego bardzo zadowolona. Obecnie jestem w 7 miesiącu a rozstępów nie ma . Dodatkowo czuję ,że skóra jest fajnie nawilżona , wygładzona, napięta. Ważna jest tu niewątpliwie systematyczność - i akurat w tej sprawie bardzo o to dbam . Oby tak dalej. Kończę już jedno opakowanie i w zapasie czeka już drugie. Mam nadzieję ,że do końca ciąży nic się nie zmieni i nic nowego się nie pojawi :).

Dodam jeszcze ,że produkt kosztuje ok. 40zł i dostaniemy do w aptekach. Starcza (przynajmniej w moim przypadku) na jakieś 4 miesiące i to przy regularnym stosowaniu, tak więc z całego serca polecam.

Jeśli macie sprawdzone sposoby czy kosmetyki na rozstępy dla kobiet w ciąży to dawajcie znać , a ja się już z Wami żegnam . 
Buziaki :*

środa, 28 listopada 2018

Jesienne umilacze- czyli jak przetrwać jesień?



Cześć Kochani!

Jak wiadomo jesień kojarzy nam się najczęściej z zimnem , pluchą ,słotą. Często chodzimy bardziej przybici i brakuje nam energii. Dzień jest coraz krótszy, przez co i my mamy mniej siły i chęci do działania. Ale ,ale... czy rzeczywiście tak jest?
W tym roku mieliśmy jesień jak z bajki: ciepłą i kolorową. Po prostu piękną!

Jak jeszcze można umilić sobie tą porę roku i za co ja ją lubię - o tym dzisiaj :) , więc jeśli taka tematyka Was interesuje to zapraszam.


1. Herbatki , grzańce i inne ciepłe napoje


To oczywiście rzecz must have ! No bo powiedzcie kto z Was nie lubi wracając z długiego , jesiennego i często zimnego spaceru usiąść z kubkiem ciepłego napoju w ręku? Wybór tu jest ogromny i oczywiście zależny od gustu każdego z nas. Rozpoczynając od tradycyjnej herbatki z cytryną ,poprzez korzenne grzańce na bazie wina a kończąc na aromatycznym kakao z mlekiem. Gdy nadchodzi jesień w mojej kuchni nigdy nie brak różnego rodzaju herbat , cytryn czy cynamonu. Wprost uwielbiam te aromaty i właśnie jesień jest ich początkiem , no bo kto z nas chciałby grzańca w upalny dzień? :P . A jesień jest do tego idealna!



2. Swetry , długie bluzy


Czyli po prostu wygoda , wygoda i jeszcze raz wygoda! Nie wiem czy tez tak macie ale jak przychodzi jesień, jest zimno to wyciągam wszystkie swetry , bluzy , które często latem leżały nie przydatne, a teraz? Są jak znalazł! Będąc w domu uwielbiam ubrać sobie właśnie taki sweterek , który może być na mnie za duży (wcale mi to nie przeszkadza ;D), otulić kocykiem i włączyć dobry film. Po prostu ma być nam wygodnie , miło ,ciepło. Na pewno każdy z nas ma swoje ulubione bluzy czy swetry , a jesień to znakomity czas by je wyciągnąć ...i po prostu nosić!:). Zgadzacie się? :)

3. świeczki, zapachy , cotton balls


Robią cudowny klimat! Jesienią ,gdy bardzo szybko robi się ciemne i wieczory są coraz dłuższe goszczą u mnie ciągle. Zawsze mam zapasy świeczek ,szczególnie zapachowych oraz różnego typu światełek , w tym ukochanych ledowych- cotton ballsów! :). Być może nie każdy lubi takie rzeczy , ja na ich punkcie mam świra ;D. W ponury ,jesienny i zimny wieczór - zapalając aromatyczną świeczkę lub/i włączając światełka - nastrój od razu mi się poprawia ! I robi się zawsze tak przytulniej , cieplej i milej:).



4. Długie kąpiele


Relaksują i odprężają po całym dniu. Dodatkowo ogrzewają zmarznięte ciało i są myślę fajnym zakończeniem dnia. Oczywiście nie każdy lubi , nie zawsze jest czas. Jednak jest to coś co mi  się kojarzy jedynie z okresem jesienno- zimowym i myślę ,że są tu moje bratnie dusze ,które mają podobnie :).




5. Dobry film , książka


Jak wspomniałam i jak wiadomo jesienne wieczory są bardzo długie. Aura za oknem często nie sprzyja wychodzeniu z domu , więc wolimy się po prostu z niego nie ruszać. Mamy wtedy więcej czasu na różne inne rzeczy ,typu czytanie ulubionej książki czy obejrzenie dobrego filmu. Myślę, że warto z tego skorzystać i nadrobić wszelakie zaległości:).





Zgadzacie się ? :)

piątek, 16 listopada 2018

Nowości kosmetyczne listopad 2018


Cześć,

Dawno już nie było u mnie serii nowości kosmetycznych na blogu. Dlatego też otóż jest i ona ;). Co prawda nie ma tych produktów dużo , ale zapraszam jeśli taka tematyka Was interesuje i chcieli byście zobaczyć co udało mi się "dorwać" w ostatnim czasie.



                                             
  Perfuma Joanna Krupa, #Follow The Body

Perfumy nie za często się tu pojawiają. Mam jedną swoją ulubioną i przeważnie się jej trzymam, choć lubię też szukać czegoś nowego. Ogólnie rzecz biorąc mam problem z opisywaniem zapachów perfum :D, też tak macie ? Dlatego tutaj wklejam Wam opis producenta:

Już pierwsze nuty brzoskwini i aldehydy zapachu #follow the body pozostawią po sobie niezapomniany powiew ziemisto-drzewnej mieszanki, który przenika całość kompozycji. Akordy białych kwiatów i drzewa sandałowego uwodzą i pozostawiają po sobie lekki powiew tajemnicy.
18% ekstraktu zapachu
Głowa: brzoskwinia, aldehydy
Serce: białe kwiaty, jaśmin

Podstawa: drzewo sandałowe, mech

Ja dodam tylko tyle ,że zapach bardzo mi się podoba. Ciekawa tylko jestem jak będzie z jego utrzymywaniem się:). Myślę,że teraz na jesień fajnie się sprawdzi ,gdyż jest trochę mocniejsza niż moje letnie perfumy i mgiełki które stosowałam :). Czas pokaże. 



                                             
  Joanna, lakier do włosów


Tego produktu miałam już okazję użyć kilka razy i sprawdza się całkiem ok. Kupując lakier zawsze wybieram jeden z najmocniejszych, żeby poradził sobie z moimi niesfornymi włosami i ten daje radę , więc cóż więcej chcieć. Mam nadzieję że mnie nie zawiedzie.



                         
  Cien- odżywcza maseczka na twarz , szyję i dekolt

Ta maseczka trafiła przypadkowo do mojego koszyka będąc na zakupach w Lidlu. Powiem szczerze ,że kosmetyków tej marki nie znam ,być może też dlatego że rzadko tam bywam. Skusiła mnie na pewno cena , bo za maseczkę dałam 1 zł ;D. Za taką cenę aż grzech nie spróbować!



                                     
   Schauma- szampon nabłyszczający

Kolejną rzeczą jest szampon z Schaumy. Powiem Wam ,że szampony zmieniam bardzo bardzo często. Raz dlatego, żeby włosy nie przyzwyczaiły się do jednego a dwa to dlatego , że nie mam wygórowanych wymagań co do tego kosmetyku. Szampon ma po prostu dobrze myć włosy! To jest jego najważniejsze zadanie. Nie powinien tez ich przetłuszczać (bo takie też się u mnie zdarzały). Bardzo często wybieram szampony , które są aktualnie na promocji. Z tej marki miałam już kiedyś szampon i spisywał się całkiem ok. /zobaczymy jak będzie z tym :).


                                  
  Pharmaceris- krem zapobiegający rozstępom

Kolejny kosmetyk to kosmetyk apteczny. A mowa tu o kremie zapobiegającym rozstępom od marki Pharmaceris. Z racji mojego stanu, o którym pisałam TUTAJ moja skóra jest teraz podatna na różne uszkodzenia , w tym rozstępy. Z pomocą przychodzi ten krem , który ma rzekomo im zapobiegać. Muszę powiedzieć ,że stosuję go już dobre 3 miesiące i jak na razie nic na mojej skórze się nie pojawiło. Oby tak dalej ! Jeśli macie coś do polecenia kobietom w ciąży to z przyjemnością posłucham ;).


                                                
    Bourjois- krem CC

O tym produkcie nie będę się długo rozpisywać. Kocham , kocham i jeszcze raz kocham ! To już moje chyba czwarte opakowanie a to już o czymś świadczy. Zmieniłam jedynie kolor na troszkę jaśniejszy , gdyż niestety opalenizna powoli mi zanika. Więcej o tym produkcie przeczytacie w osobnym poście.


                                        
Wibo- matowa pomadka w płynie


Kolejny i już ostatni kosmetyk na dziś. Jest nim matowa pomadka od marki Wibo. Pomadki tego typu lubię najbardziej, z racji za ich trwałość. Moimi ulubionymi są te z Bourjois czy Golden Rose. Tą kupiłam na ostatniej promocji w Rossmanie. Kolor oczywiście bardzo mój ;D czyli taki brudny różyk. Mam takich wiele ale , jeszcze jedna chyba nie zaszkodzi :).






Mieliście któreś z tych produktów ? Lub macie coś do polecenia innego ? Dziękuję za uwagę i do następnego!
Buziaki ;*

środa, 7 listopada 2018

Pierwsze urodziny bloga


Witajcie!


To już rok !


Tak Kochani, aż sama nie mogę czasem w to uwierzyć , ale blog "Kosmetyka by Monika" ma już rok! Dokładny rok temu o tej porze powstał i został opublikowany tu mój pierwszy post. Czasem nie mogę uwierzyć ,że ten czas tak szybko leci. Cieszę się ,że mogę się tu z Wami dzielić moją pasją, doświadczeniami, recenzjami i mieć w Was tak ogromne wsparcie. 

Choć początki jak wiadome nie były łatwe. Jednak teraz mogę powiedzieć ,że był to wyjątkowy rok!
Momentami trudny i wyczerpujący-ale niesamowity! Siadając pierwszy raz do pisania bloga nawet nie sądziłam, że tak się rozwinie i że będę tu, gdzie jestem teraz. Na wszystko zapracowałam sobie sama, począwszy chociażby od samego założenia bloga. Dlatego post ten jest dla mnie bardzo wyjątkowy , gdyż wiem ,że jest to moja zasługa i to właśnie dodaje skrzydeł i daje niezmierną satysfakcję!


Krok po kroku - czyli jak to było?

Pomysł pojawił się niespodziewanie. Jako maniaczka urodowa często trafiałam na różnego typu fajne artykuły, strony, blogi. W pewnym momencie pojawiła się u mnie myśl - a może by tak zacząć tworzyć coś swojego, mieć jakąś odskocznie od rzeczywistości? W końcu jestem z zawodu kosmetyczką - znam się na tym , lubię to , więc czemu bym miała się tym nie dzielić z innymi?
Oczywiście zaraz za tą myślą były wątpliwości- czy dam radę , czy znajdę czas , czy kogokolwiek tym zainteresuję ? 
Teraz mogę powiedzieć bez dwóch zdań , że było warto ! I warto próbować , rozwijać się i dążyć do swoich marzeń!

I tak oto od pomysłu, przeszłam do tworzenia i równy rok temu założyłam bloga i opublikowałam pierwszy post. Z początku prowadziłam tylko i wyłącznie jego- po nie całym miesiącu- utworzyłam funpage, po ponad pół roku - blogowego instagrama. 

Udało mi się również nawiązać współpracę blogową, która była dla mnie nowym , miłym doświadczeniem. Przez ten czas poznałam wiele wspaniałych ludzi oraz nauczyłam się nowych rzeczy.




Statystyki:

Nie sądziłam nigdy ,że osiągnę takie wyniki. Mimo mojej chwilowej nieobecności bloga przez ostatni rok odwiedziło - 5772 osoby, średnia liczba odwiedzin w miesiącu - to 300 osób. Przez ten opublikowałam -56 postów, zostawiliście pod nimi 841 komentarzy! Do tej pory mam 51 obserwatorów bloga i 27 konta google . Mój blogowy funpage uzyskał 127 polubień, natomiast blogowego instagrama obserwuje 132 osoby.



Czy ze wszystkiego jestem zadowolona?


Oczywiście , że nie! Powyższe statystyki są dla mnie ogromnym wyróżnieniem i siadając do zakładania nie sądziłam ,że tak się to potoczy ,że tyle się wydarzy! Jestem dumna z tego co osiągnęłam do tej pory , jednak nie spoczywam na laurach. Rzeczą , którą na pewno chciałabym zmienić to wygląd bloga. Jeszcze nie jest tak , jak bym sobie tego wymarzyła, jednak jak powiedziałam do wszystkiego doszłam sama i sama się nauczyłam gdzie dawniej nie miałam o tym zielonego pojęcia. Kolejną rzeczą , do której dążę to oczywiście przejście na własną domenę, bo jak wiadomo jest to spore osiągnięcie bloga. Czas pokaże - wszystko przede mną :) !





To dzięki Wam!

Teraz w tym miejscu chciałabym podziękować Wam, czyli moim czytelnikom. Gdyby nie Wy nie było by tu i mnie, nie doszła bym tu gdzie jestem teraz. Dzięki Wam mogę się rozwijać i dzielić swoją pasją. 

Dziękuję za wszystkie komentarze zostawione tu , na fanpagu oraz na Instagramie. Również za wszystkie lajki, udostępnienia i za maile , które do mnie wysyłacie z różnymi pytaniami, słowami otuchy. Daje to niezwykłą motywację do działania i cieszy mnie ,że mogę być z Wami w kontakcie.



niedziela, 4 listopada 2018

"Czyste Piękno"- odżywcza maseczka do twa



Witajcie ,

Jak już to u mnie bywa maseczki są nieodłączną częścią mojej pielęgnacji. Mam swoje ulubione ,ale również lubię próbować różnych nowości.  Warto wdrążyć ten element pielęgnacji do swojego rytuału szczególnie teraz, gdy temperatura na zewnątrz będzie coraz niższa. Zmieniają się wtedy potrzeby naszej skóry, która bardzo często potrzebuje większej uwagi. U mnie już się zaczęło.., czyli przyszła jesień a wraz z nią skóra zaczęła być bardziej sucha niż zwykle, usta spierzchnięte. I w takich sytuacjach z pomocą przychodzą różnego rodzaju sposoby, by naszą skórę wzmocnić, odżywić , chronić. W moje ręce ostatnio wpadła maseczka odżywcza od "Czyste Piękno"
Czy zdała egzamin ? Zapraszam do lektury:)


O MASCE:

Maseczka składa się z dwóch etapów:

1. Peeling
2. Maska

Jest to tradycyjna kremowa maska. Krokiem pierwszym jest złuszczenie naskórka za pomocą dołączonego peelingu, a następnie nałożenie na twarz maseczki. Jest to maska odżywcza. Zawiera w swoim składzie m.in: glinkę koalinową, ekstrakt z morszczynu pęcherzykowatego , czy drzewa herbacianego.

Bardzo często produkty typu 2w1 nie sprawdzały się u mnie za dobrze. Często jedna rzecz była dobra a druga beznadziejna , albo i jeszcze inaczej ;). Jednak mimo wszystko byłam ciekawa jak ta sprawdzi się u mnie , tak więc musiałam wypróbować.







A więc zacznijmy od początku.
Peeling ma bardzo specyficzną konsystencję. Jest w formie żelu do mycia twarzy i pod palcami można wyczuć jakby "piasek". Tak, to nie są granulki, które można zauważyć gołym okiem , ani również nie jest to peeling enzymatyczny. Mogło by się wydawać ,że skoro "piasek" to peeling będzie mocny. Nic bardziej mylnego. Jest to peeling bardzo delikatny, dlatego też chwilkę wykonałam nim masaż twarzy (jak zaleca producent) ,po czym zmyłam letnią wodą. Co do zapachu to peeling od maseczki różnią się kolosalnie. Peeling ma zapach cytrusowy, jednak nie jest on męczący, a nawet powiedziała bym- orzeźwiający, więc jak najbardziej na plus.
Skóra była po nim przyjemnie wygładzona, jednak nie czułam by spełnił swoje zadanie w 100%, mając porównanie z innymi produktami.
Jak dla mnie sam peeling to taki średniaczek.

Teraz przechodzimy do drugiego etapu , czyli maseczki. Jak już wspomniałam ma tradycyjną ,kremową formę. Przyjemnie się ją nakłada. Jest też jej idealna ilość ;), tak , nie wiem czy Wy tak macie ,ale ja przeważnie stosując takie maseczki mam je nawet na 2 razy bo produktu jest tak dużo. Tu tego problemu nie było. Maska w przeciwieństwie do peelingu pachnie bardzo... kremowo;), mam nadzieję ,że wiecie o co mi chodzi. Zapach kremowo-kosmetyczny, bardzo przyjemny , nie przesadny. Mimo ciąży - nie przeszkadzał mi zapach żadnego z tych produktów.
Co do działania- maska miała odżywiać skórę jak obiecuje producent i na tym obietnice się kończą - i dobrze, bo w sumie tylko to robi. Skóra jest nawilżona i przyjemna w dotyku, jednak czułam ,że nie jest to jeszcze to- gdyż ostatnio moja skóra jest bardzo sucha. Myślę,że gdyby nie to , to maska nie była by najgorsza, jednak miałam lepsze.




Podsumowując - jak dla mnie i maseczka i peeling to takie średniaki. Nie są bardzo złe- co ważne , nie podrażniły mojej skóry. Nie zrobiły też niczego innego złego ;D. Co prawda ,nie było to odżywienie na najwyższym poziomie , jednak trzeba zaznaczyć ,że maseczka kosztuje ok. 3-4zł. Więc jak za tą cenę , nie ma sensu spodziewać się cudów. Ogólnie nie jest zła- jednak nie wiem czy kiedyś jeszcze po nią sięgnę .






A Wy? Znacie ten produkt lub inne produkty tej marki ? :)
Buziaczki ;**




poniedziałek, 22 października 2018

Ziaja- naturalny krem oliwkowy- hit czy kit? + moja chwilowa nieobecność




Witajcie Kochani!

Dzisiejszy wpis zacznę nietypowo, bo od drugiej części tematu. Jak wiele z Was zdążyło zauważyć , miałam małą przerwę w blogowaniu. Bardzo się cieszę ,że w końcu mogę tu z Wami posiedzieć i pogadać ;).



Słowem wyjaśnień moja ostatnia nieobecność wynikała z życia prywatnego , w którym troszkę się działo. Nadeszło wiele zmian, które pochłonęły troszkę czasu. Miałam sporo spraw na głowie ,m.in ; ślub czy przeprowadzkę. Jednak bardzo się cieszę ,że w dalszym ciągu tak licznie tu zaglądacie ,pytacie co u mnie i co dalej. Daje to dużą motywację i chęć do działania!

Blog był jest i będzie :), jest to moja pasja i odskocznia od rzeczywistości. Z pewnością będą pojawiać się troszkę nowe tematy i recenzje nowych kosmetyków, z racji że jestem w II trymestrze ciąży, wdrożę z pewnością tą tematykę tu, ale spokojnie-  wszystko w swoim czasie:).

Dość już tego gadania , bo nie jest to głównym tematem dzisiejszego wpisu, gdyż dziś mowa o:


Ziaja- naturalny krem oliwkowy



Kosmetyk ten nie jest nowy na rynku. Pamiętam go jeszcze będąc dzieckiem ,gdy leżał na półce kosmetyków mojej babci. Jednak ja osobiście sięgnęłam po niego dopiero teraz. Jak już Wam wspomniałam jestem w dwupaku, więc jest to czas wielkich zmian, w tym także na skórze:). Huśtawka hormonów jaką zapewnia nam ciąża ,oddziałuje też na naszą skórę. Mogę powiedzieć, że jestem szczęściarą,gdyż u mnie nic złego ze stanem cery się nie dzieje. Nie posiadam żadnych zmian, wyprysków czy przebarwień. Jednak skóra w tym okresie wymaga odpowiedniego nawilżenia, gdyż stała się bardzo sucha ( dodatkowo coraz to mniejsza temperatura na zewnątrz ,nie ułatwia sprawy). Z pomocą przychodzi ten oto krem.

Jest to bez wątpienia krem tłusty, więc nie każdy typ cery się z nim polubi. Osobiście też wolałam zawsze kremy o lżejszej konsystencji,które zapewniały optymalne nawilżenie. Niestety teraz to było dla mojej cery za mało. Krem ten pozostawia na skórze tłusty film, dlatego stosuję go tylko i wyłącznie na noc. 


Krem ma bardzo przyjemną konsystencję . Szybko i z łatwością się rozprowadza, dzięki czemu używa się go z przyjemnością. Dodatkowo jest bardzo wydajny, gdyż z racji tego, że jest to krem tłusty, już niewielka ilość wystarcza nam na pokrycie całej twarzy. Krem posiada bardzo delikatny ,lekko oliwkowy zapach, który mi osobiście nie przeszkadza w użytkowaniu, a jak wiecie mogę być teraz bardzo wyczulona na zapachy ;D.

Jest to krem ,który polecała bym szczególnie dla osób z cerą suchą , odwodnioną bądź normalną- potrzebującą mocnego nawilżenia. Producent zapewnia nas ,że jest to naturalny krem ,który mogą stosować dzieci już od 1 miesiąca życia, co też jest jak najbardziej na plus.


Dodatkowo zaletą tego kremu jest fakt,że dostaniemy go niemal w każdej drogerii i zapłacimy za niego kilka złotych:)





A Wy? Często zmieniacie kosmetyki pielęgnacyjne czy raczej trzymacie się swoich ulubionych?
Buziaki;**

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Bingospa ,aktywne serum algowe - kosmetyk zbędny czy wręcz przeciwnie?

Witajcie ,

Jak tam Wasze humorki? Ja jeszcze żyję urlopem i ciężko powrócić mi do codzienności. Dziś jednak przychodzę do Was z recenzją produktu, który jakiś czas temu dostałam od marki Bingospa. Tak jak widać po temacie chodzi tu oczywiście o serum do twarzy. Ciekawa jestem czy u Was serum znajduje się w codziennej pielęgnacji? Koniecznie dajcie znać;), a tymczasem nie przedłużając przechodzimy do recenzji:

BingoSpa - aktywne serum algowe z kwasem hialuronowym



Muszę się przyznać ,że ja serum stosowałam jeszcze w szkole kosmetycznej i od tamtej pory moja cera nie miała z nim styczności. Uważałam to za krok zbędny i jeden z "dodatkowych", których nie trzeba robić. Teraz już wiem ,że był to wielki błąd i dzięki marce BingoSpa ,przypomniałam sobie o tak wspaniałym kosmetyku.

Produkt jest zamknięty w eleganckiej szklanej buteleczce, ze srebrną etykietką. Muszę przyznać że szata graficzna bez wątpienia trafia w moje gusta i wygląda bardzo elegancko. Poodukt również wyposażony jest w wygodną pompkę, która jest bardzo wygodna w użyciu. Nabiera tyle produktu ile jest nam potrzebne. Trzeba też zaznaczyć, że takie rozwiązanie jest też bardzo higieniczne, więc dla mnie jest ono jak najbardziej na plus.


Produkt jest bardzo wydajny. Jego konsystencja jest bardzo bardzo leciutka,przez co niewielka ilość jest nam potrzebna na nałożenie na twarz czy szyję. Produkt też pięknie pachnie, zapach jest dość trudny do opisania, taki kwiatowo-kosmetyczny bym nazwała, jednak bez wątpienia mi się podoba. 


Serum stosuję pod krem ,przeważnie w wieczornej pielęgnacji , rzadziej rano. Serum charakteryzuje się bardziej skoncentrowaną formułą niż krem. Zawiera dużo więcej składników odżywczych przez co stosuję się go na różne sposoby(nawet pod maski na twarz). Produkt ten używam z wielką przyjemnością. Bardzo ładnie pachnie, szybko się wchłania nie tworząc na skórze tłustego filmu. Skora po nim jest bardzo nawilżona i wygładzona. Dużo lepiej przyjmuje aplikowane po nim kosmetyki. 

Bardzo się cieszę ,że to serum trafiło w moje ręce, dzięki temu nie zapominam już o tym kroku oraz widzę jak dużo dobrego robi dla mojej skóry. 




A Wy znacie ten produkt? Jakie serum gości w Waszej pielęgnacji? :)

środa, 20 czerwca 2018

Fotorelacja: Urlop- polskie morze

Witajcie Kochani!
Wszystko co dobre szybko się kończy. Podobnie było z moim ostatnim urlopem, który udało mi się spędzić nad polskim morzem. Pogoda była średnia , jednak mimo to wyjazd bardzo dobrze wspominam. Wiele rzeczy się wydarzyło , wiele też udało mi się zobaczyć;).Zwiedzić udało mi się m.in Władysławowo, Hel, Juratę, Gdynie, Sopot i Gdańsk.
Przez to miałam też chwilę odpoczynku i dla siebie i od bloga. Kto mnie śledzi wie, że jestem bardziej aktywna chociażby na instagramie ,na którego zapraszam jeśli jeszcze Was tam nie ma . A tymczasem zapraszam na fotorelację !:)










A jak tam Wasz urlop? Gdzie planujecie się wybrać?

środa, 13 czerwca 2018

Ziaja - maska nawilżająca za grosze hit?

Witajcie,
Dziś przyszedł czas na kolejny test maski. Nie wiem ,czy jest tu osoba , która tej maski jeszcze nie zna. Jak ktoś taki jest to koniecznie dajcie znać w komentarzu. Mnie osobiście ta maska kojarzy się z "dzieciństwem". Pamiętam ,że gdy byłam młodsza zawsze z koleżanką kupowałyśmy te właśnie maski. Jednym z powodów była na pewno cena , bo maska kosztuje troszkę ponad złotówkę!, a po drugie dostać ją można było niemalże w każdym sklepie. A mowa tu oczywiście o masce nawilżającej z Ziaji.
]


Ostatnio będąc w drogerii rzuciła mi się w oko ta maska. Byłam zaskoczona ,że jest jeszcze w sprzedaży. Byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się teraz , gdyż pamiętam ,że dawniej byłam z niej mega zadowolona. Stosowałam ją na zmianę z maską oczyszczającą tej serii. Cena - znów groszowe sprawy, ciekawe jak z działaniem ?

Maska ma kremową konsystencję. Opakowanie bardzo proste, praktycznie. Jedna saszetka wystarcza nam na pokrycie całej twarzy. Przeznaczona jest do cery suchej i normalnej. Ma za zadanie nawilżać naszą skórę, za sprawą dodatku z zielonej glinki oraz olejów.



 Powyżej na zdjęciach są obietnice producenta oraz skład maski. Nie możemy tu wymagać kto wie czego za maskę za złotówkę ale umówmy się- są gorsze składy. W tej już na drugim miejscu mamy olej canola, który odżywia i zmiękcza naskórek. 

Co do samej maski bardzo przyjemnie się nakłada. Ma powiedziała bym idealną konsystencję, dość gęstą , jednak nie na tyle , by nakładanie jej było problematyczne oraz nie rzadką , dzięki czemu super trzyma się twarzy. Jeśli chodzi o kolorek to jest ona delikatnie zielona ( wszystko za sprawą zielonej glinki). Zapach jest wyczuwalny podczas aplikacji , bardzo delikatny , jednak w trakcie noszenia maski nie czujemy nic :). Tak prezentuje się na twarzy.



A teraz najważniejsze , czyli działanie maski. Jak wiecie nie jestem zwolenniczkom masek tego typu. Wolę te w płachcie lub typu peel of. Są po prostu dla mnie wygodniejsze. Jednak działanie tej maski jest bardzo dobre. Po zmyciu skóra jest mięciutka , gładka i czuć nawilżenie. Pamiętam ,że jak byłam jeszcze dzieckiem i takie maseczki stosowałam bardziej dla zabawy , ale już wtedy byłam zadowolona i teraz ...również mogę to potwierdzić. Od tej maski nie oczekiwałam wiele , lecz i tak mnie zaskoczyła. Wiadome, to nawilżenie nie było na najwyższym poziomie , jednak po masce zawsze stosujemy krem. A na prawdę skóra była fajna w dotyku, wygładzona. 

Podsumowując, z czystym sumieniem mogę Wam tą maskę polecić. Tania, łatwo dostępna i dobra. Myślę, że nie trzeba dłużej przekonywać i więcej nic pisać. Ciekawa jestem czy znacie tą maskę bo na rynku jest już na pewno parę ładnych lat. 




Dajcie znać w komentarzu co myślicie :) 

środa, 6 czerwca 2018

Evree - regenerujące serum do rąk, do skóry bardzo suchej i zniszczonej

Witajcie Kochani, 
Produktów do dłoni używa chyba każda z Nas. Ja bardzo często stosuję tego typu produkty ( nie tylko zimą), gdyż właśnie wtedy wszyscy przypominają sobie o dbaniu o skórę dłoni. Co prawda ujemna temperatura potęguje wysuszanie skóry, jednak warto o nią dbać przez cały rok. Najczęstszym produktem do dłoni jest po prostu krem. Dziś jednak przychodzę do Was z nieco innym ,choć na pierwszy rzut oka bardzo podobnym produktem. A mowa tu oczywiście jak sama nazwa wskazuje o regenerującym serum do rąk od marki Evree.


Zaczynając od początku serum dostajemy w bardzo fajnym , zgrabnym i poręcznym opakowaniu. Bez problemu mieści się w dłoni i myślę ,że w większości torebek znajdzie też swoje miejsce;). Opakowanie elastyczne, łatwo wydobywa się z niego produkt. Mi bardzo przypadło do gustu.



OBIETNICE PRODUCENTA:

Evree Max Repair Regenerujące Serum do Rąk do bardzo suchej skóry:

  • -silnie skoncentrowane serum do pielęgnacji skóry dłoni
  • -serum zawiera: olejek arganowy i masło karite
  • -produkt przynosi ulgę i ukojenie dla bardzo suchej i zniszczonej skóry
  • -serum intensywnie regeneruje naskórek, nawilża i zmiękcza skórę
  • -produkt nawilża spierchnięty naskórek i pozostawia dłonie wygładzone
Jak widać obietnice producenta są dość obiecujące. Teraz zobaczymy jaka jej moja opinia.

Serum ma bardzo unikatową konsystencję. Nie jest ona bardzo gęsta (jak to mają niektóre kremy), ani też bardzo rzadka. Mogła bym stwierdzić ,że jest idealna , gdyż jest bardzo "leciutka", nie spływając przy tym z dłoni. Serum przyjemnie się rozprowadza. Dość szybko się wchłania, nie pozostawia na powierzchni lepkiej warstwy, jednak trzeba zaznaczyć ,że otula skórę dłoni delikatną powłoką, którą da się wyczuć. Mi osobiście ona nie przeszkadza, a zaznaczę ,że lepkości skóry nie lubię.



Produkt ten zawiera w swoim składzie m.in olejek arganowy oraz masło karite. U mnie bardzo fajnie sprawdza się, gdyż doskonale nawilża, wygładza skórę i oczywiście szybko się wchłania. Jest to mój pierwszy tego typu produkt, gdyż do tej pory miałam same kremy, peelingi, jednak serum jest u mnie pierwszy raz ,lecz już się polubiliśmy. Jedynie mogę się przyczepić do zapachu, jest on delikatny, jednak nie do końca trafia w moje gusta. Ale zaznaczyć chcę ,że najbardziej wyczuwalny jest jedynie podczas samej aplikacji produktu, później zapach jak gdyby zanika:).

Wspomnieć też należy, iż produkt znajdziemy w większości drogerii (mój kupiłam w Hebe ), a jego cena to mniej niż 10zł. Uważam więc, że jak za taką cenę , produkt daje radę i jest na prawdę fajny.



Stosowaliście ten produkt ?:)







sobota, 2 czerwca 2018

Pazurki #8- Marilyn Monroe w towarzystwie pastelowego fioletu + jak aplikować wodne naklejki ?

Cześć Kochani!, 

Dziś, w ten piękny (choć u mnie troszkę zachmurzony) początek weekendu przychodzę do Was z kolejną paznokciową inspiracją . Ostatni taki post był już jakiś czas temu, więc pomyślałam ,że to najwyższy czas na zrobienie nowego:). Dodatkowo dowiecie się ,jak w prosty sposób ozdobić swoje paznokcie za pomocą naklejek wodnych. Jeżeli interesuje Was taka tematyka to zapraszam dalej! 



Naklejki wodne - czym różnią się od tradycyjnych?

Każde naklejki działają bardzo podobnie. Te tradycyjne odklejamy i po prostu przyklejamy na paznokcie, gdyż mają warstwę kleju na odwrocie. W naklejkach wodnych tego nie ma . Dlatego też jest tu inna metoda przyklejania.


Naklejki wodne nie bez przyczyny noszą taką nazwę. A to wszystko dlatego, iż do ich zastosowania potrzebna jest właśnie woda. Przed przyklejeniem tego typu naklejki musi ona zostać zanurzona w wodzie (jest to dosłownie kilka ,kilkanaście sekund). Po zanurzeniu naklejka pięknie odchodzi z kartonika na którym leżała i możemy ją bez problemu przenieść na paznokieć. Ja dodatkowo delikatnie ją odsączam z nadmiaru wody. Ale zacznijmy od początku:


Moja aplikacja naklejek wodnych:
  • oderwanie folii ochronnej z naklejki
  • zanurzenie naklejki w wodzie (kilka sekund)
  • wyjęcie naklejki, delikatne odsączenie z wody (np. papierowym ręcznikiem)
  • umieszczenie naklejki na paznokciu za pomocą pęsety, patyczka lub palców- komu jak wygodnie ( ja nakładam naklejkę na drugą warstwę koloru ,odtłuszczoną cleanerem!). Ważne jest dobre dociśnięcie naklejki by paznokieć był gładki.
  • aplikacja topu hybrydowego ( u mnie w przypadku naklejek zawsze dwie cienkie warstwy, by dokładnie zabezpieczyć paznokieć, pamiętając również o wolnym brzegu paznokcia.

A teraz już jedna z moich ostatnich stylizacji. Główną rolę odgrywa tu kolor Acapulco z NeoNail oraz oczywiście naklejki wodne: