poniedziałek, 28 maja 2018

Bourjois CC Cream - kosmetyk idealny na lato?

Witajcie!
Ostatnio chwilkę mnie tu nie było, niestety zostałam pochłonięta przez pracę i obowiązki, jednak na szczęście owy "maraton " mam już za sobą i mogę poświęcić Wam więcej czasu.
Za oknem mamy już na prawdę bardzo fajną pogodę :), ja osobiście jestem ciepło lubna ;D, uwielbiam lato, słońce, opalanie. W tym czasie również rezygnuję z bardzo ciężkich podkładów, które stosuję okazjonalnie, a przechodzę na leciutkie kremy, o którym dziś się dowiecie;).
A mowa tu oczywiście o kremie CC z marki Bourjois:



Zaczynając od początku krem ma bardzo wygodne opakowanie. Jak widać jest to krem w tubce, z fajnym dozownikiem , dzięki czemu możemy wycisnąć odpowiednią ilość produktu. Jeśli chodzi o pojemność mamy tutaj 30ml produktu, czyli taką standardową jak dla podkładów. Trzeba zaznaczyć , że produkt ten ma rzadką konsystencję. Z mojej kolekcji fluidów i kremów tego typu, ten jest zdecydowanie najrzadszy.



Wydawało by się , że przez swoją bardzo rzadką konsystencję ,krem ten będzie miał bardzo malutkie krycie, a jest całkiem inaczej. Po pierwszym użyciu , byłam w wielkim szoku jak zobaczyłam jak ten produkt wygląda na twarzy. Mogę powiedzieć, że przez chwilkę zapomniałam że mam na sobie tylko krem CC. Jak na produkt tego typu krycie jest naprawdę dobre. Produkt pięknie wyrównuje koloryt cery ,stapia się z nią i wygląda bardzo naturalnie. Często mam delikatne zaczerwienienia na policzkach i produkt bez problemu sobie z nimi radzi.

Tutaj zdjęcie już w skończonym ,delikatnym makijażu:


Ja jestem z niego bardzo zadowolona. Według mnie taki leciutki krem, który ma całkiem fajne krycie i ładnie ujednolica koloryt cery jest idealny na letnie dni. Dodatkowo krem ten bardzo fajnie przyjmuje kolejne produkty. Nie ma problemu z ładnym roztarciem bronzera na policzkach, nie robi plam.., produkt jak najbardziej na tak!

Dodatkowo kupiłam go na promocji w drogerii SuperPharm , gdzie zapłaciłam za niego ok.20zł , dokładnie nie pamiętam ,jednak nie była to wysoka kwota jak za taki produkt, który też muszę zaznaczyć ,że jest bardzo wydajny! Jest to z pewnością zasługa jego konsystencji, dzięki której niewielka ilość wystarcza na pokrycie całej twarzy. Jeżeli jeszcze go nie próbowaliście, to serdecznie polecam !




Czy są tu jeszcze zwolennicy kremu CC na lato ? :)

poniedziałek, 21 maja 2018

Nowości w kosmetyczce- czyli co będę testować w najbliższym czasie?


Dzień Dobry ! ,

Nie wiem czy też tak macie ,że wchodzicie do drogerii po szampon do włosów, a wychodząc macie siatkę rzeczy..? Ja niestety tak mam , tu jakaś promocja , tu przypominam sobie ,że jeszcze to mi się kończy ,tu to. Dajcie znać czy tylko ja tak mam, czy może jest nas więcej ? :)
A teraz już nie przedłużając , chcę przedstawić Wam moje nowości , które w ostatnim czasie do mnie trafiły i które będę dla siebie jak również i dla Was testować. Jeśli taka tematyka Was interesuje to zapraszam!


Na początek produkty marki Bingospa, które dostałam od firmy , za które raz jeszcze dziękuję i których jestem niezmiernie ciekawa:


O marce wiele słyszałam ,jednak nie miałam okazji jeszcze testować ich produktów. Mam dwa produkty do twarzy , jeden do włosów i jeden do ciała. Chciałam produkty z każdej kategorii , gdyż będę miała większe porównanie. 



Błotna maska do twarzy - zacznę od tego produktu bo chyba jego jestem najbardziej ciekawa, gdyż nigdy takiej maski nie miałam. Po otwarciu ukazuje się szarawa maska, która ma bardzo specyficzny zapach. I to niestety tyle co mogę na ten temat powiedzieć. 

Aktywne serum algowe- aż wstyd się przyznać , ale już bardzo bardzo dawno stosowałam jakiekolwiek serum do twarzy. Teraz na pewno to się zmieni. Serum pięknie pachnie i ma kremową konsystencję.

Szybka odżywka do włosów- bardzo podoba mi się opakowanie, które jest z wygodnym dozownikiem. Maska ,którą zmywamy po kilku minutach. Zapach również przyjemny , delikatny.

Czekoladowe masło do ciała- na pewno przyda się po opalaniu ;D. Zapach nazwała bym bardziej waniliowo-czekoladowy. Konsystencja budyniowata , jednak jeszcze nie używałam ;)

Wszystkie produkty dostępne są NA STRONIE PRODUCENTA.


Kolejnym produktem jest odżywka do włosów ,bez spłukiwania marki Loreal:



Lubię takie formy odżywek ,bo są bardzo wygodne. Ta zawiera jeszcze sporo olejków, więc moim rozjaśnionym włosom na pewno się przyda. Słyszałam o niej dobre opinie , jednak jeszcze jej nie miałam. Jest ona dwufazowa i ma delikatny zapach. 



Teraz pora na produkt marki Nivea, a jest to żel-krem do mycia twarzy:


O tym produkcie mogę coś więcej powiedzieć bo jest to już moje drugie opakowanie. Żel ten jest bardzo fajny, o dość gęstej ,kremowej konsystencji. Lubię stosować go po demakijażu lub rano do mycia twarzy. Jest bardzo delikatny , w żaden sposób nie podrażnia skóry, fajnie domywa resztki makijażu. Dodatkowo po jego zastosowaniu skóra jest bardzo miękka , nawilżona. Zapach też bardzo przyjemny , "kremowy", typowy dla produktów tej marki. Mogę go bez zastanowienia polecić:)


Teraz czas na suchy szampon, z firmy bodajże "Colab":


Produkt kupiłam na promocji w drogerii Hebe za ok. 7zł. Bardzo bardzo dawno miałam i używałam suchego szamponu. Stwierdziłam ,że jest to produkt jednak bardzo przydatny w tzw "kryzysowych sytuacjach", więc warto go gdzieś tam mieć pod ręką. Tego jeszcze nie używałam , więc nie mogę się o nim wypowiedzieć , ale co trzeba podkreślić - opakowanie jest słodkie i przyciągające wzrok ;)


Kolejny i już ostatni produkt , który dla Was dziś przygotowałam , to maska kolagenowa pod oczy marki Pil'aten: 



Maseczka pod oczy w formie wygodnych, kolagenowych płatków. Nakładamy je na maksymalnie 30min ,po czym ściągamy. Bardzo ciekawa jestem ich działania . Dajcie znać , jeśli ktoś z Was już je testował.




Który z produktów najbardziej przyciągnął Waszą uwagę ? :)

czwartek, 17 maja 2018

Mezeterapia w masce -czy to możliwe ?

Witajcie Kochani,

Nie muszę chyba już mówić, że maseczki w płachcie bez wątpienia skradły moje serce. Uwielbiam taką formę, gdyż jest dla mnie jedną z wygodniejszych. Maseczki to jeden z produktów ,które bardzo często i z chęcią testuję. Uwielbiam ten moment tylko dla siebie , gdy w domowym zaciszu, mogę odetchnąć , zrobić coś dla siebie i choć przez chwilę poczuć się jak w jakimś Spa:). 
Dziś przedstawiam Wam kolejną z masek, które udało mi się przetestować, ciekawi ?




"Czyste Piękno"- Ślimakowa Maska, efekt mezoterapii:

No powiedzcie sami, czyż to nie brzmi kusząco? Efekt mezoterapii ukryty w wygodnej formie maski ,którą mamy na wyciągnięcie ręki. Pisałam Wam kiedyś o jednej z form mikrodermabrazji, którą również można wykonywać w domu. Jeśli ktoś nie widział to zapraszam TU. A jak będzie z ową mezoterapią?

Maska ma bardzo fajne i przyciągające uwagę opakowanie. Jest ono tekturowe z przezroczystym wycięciem przez które widać część maski. Maska wygląda prześlicznie , po otwarciu opakowania ukazuje nam się brokatowo-żelowa maska, zatopiona w dość dużej ilości płynu.




I co muszę powiedzieć, to to ,iż owego płynu jest na prawdę DUŻO! Maska dosłownie pływa w nim , a po wyjęciu z maski jeszcze spływa płyn, więc trzeba trochę czasu odczekać. Testowałam różne tego typu maski ale z tak dużą ilością płynu spotykam się po raz pierwszy. Żeby go nie marnować , nałożyłam go również na szyję oraz dekolt, jednak mimo to płynu zostało prawie pół saszetki.


Co do samej maski.. Niestety nie jest ona wygodna ;/. Cała jest śliska od nadmiaru płynu , dodatkowo jej "żelowa" forma sprawiają, że maska jeździ po całej twarzy. Nie jest to oczywiście komfortowe, gdyż musimy po jej nałożeniu leżeć ( co w innych maskach w płachcie nie jest konieczne). Dodatkowo co jeszcze mi w niej przeszkadzało to fakt, iż była dość mała.. Malutkie otworki na oczy i usta oraz wąska po bokach. Jeszcze dodać fakt ,że jeździła po twarzy nie do końca mi się podobało , bo trzeba było cały czas ją pilnować.. Z trudem , ale udało mi się zrobić zdjęcie jej wyglądu po nałożeniu:





Masce nie można oczywiście odmówić, że wygląda pięknie. Jest to żelowy płat, wypełnionymi malutkimi , mieniącymi się drobinkami. To właśnie głównie jej wygląd przyciągnął mnie do jej zakupu. Może to taki chwyt marketingowy? Bo przecież brokat nic naszej skórze nie daje :) .

Przejdźmy teraz do samego działania maski , bo przecież o to głównie chodzi. Nie było łatwo , ale maskę potrzymałam na twarzy dobre 20min , jak radzi producent. Po tym czasie ją zdjęłam , twarz była pokryta owym płynem , który całkiem fajnie po rozprowadzeniu i odczekaniu paru minutek wchłonął się. Skóra była wygładzona i przyjemna w dotyku. I w zasadzie nic poza tym. Nie czułam zbytnio nawilżenia , dopiero zaaplikowany krem zadowolił moją skórę.

Dodatkowo, po zdjęciu maski , oprócz płynu, miałam drobinki brokatu! Dobrze, że robiłam tą maskę przed pójściem spać, więc aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało, jednak trzeba mieć to na uwadze.

Za maskę zapłaciłam zaledwie 6zł (w biedronce), jednak nie jestem z niej do końca zadowolona. Na pewno daleko jej do "efektu mezoterapii ", a wygładzoną i miękką w dotyku skórę czasem daje nam zwykłe wykonanie peelingu.



Mieliście tą maskę lub jakąś z tej serii? :) ,z chęcią jestem ciekawa Waszych opinii i jak zawsze zapraszam do dyskusji w komentarzach:)
Buziaczki ;**

poniedziałek, 14 maja 2018

Garnier - cytrynowa maseczka rozjaśniająca- czy warto?

Witajcie Kochani,

Już jakiś czas nie pojawiała się u mnie recenzja maski na blogu. I oczywiście ,to nie jest tak,że przestałam je robić ;D. Robię je regularnie , jednak nie zawsze mam czas na zebranie się i pisanie o tym. Z ogromną przyjemnością dzielę się z Wami produktami , które czymś mnie zaskoczyły, są dobre jak również tymi , od których radziła bym trzymać się z daleka.
Jak będzie z dzisiejszą maską?


Garnier - rozjaśniająca maseczka do twarzy z ekstraktem z cytryny do skóry matowej z niedoskonałościami. Jest to tradycyjna forma maski (kremowa) . Opakowanie bardzo proste , poręczne zgrabne. Maseczkę kupiłam za grosze , dosłownie 2-3zł.



Maseczka w konsystencji jest bardzo leciutka, powiedziała bym nawet ,że ma formę żelu. Trzeba zaznaczyć ,że to wpływa na jej wydajność, gdyż niewielka ilość maski pokrywa nam całą twarz. Mi jedno opakowanie starczyło praktycznie na 3 użycia. 

Głównym zadaniem maski jest rozjaśnienie twarzy. Co prawda zaznaczone jest ,że nadaje się również do skóry z niedoskonałościami, które również może zmniejszać, jednak nie nie jest to jej głównym zadaniem!

Obietnice producenta - czy są prawdziwe ?

Tak! Nie chodzi tu oczywiście o jakiś efekt wow. Jednak rzeczywiście po nałożeniu maski , skóra wyglądała znacznie lepiej, zdrowiej i promienniej. Jak po większości masek skóra była przyjemna i miła w dotyku , co również producent obiecuje. Szczerze powiem ,że podchodziłam bardzo sceptycznie do tej maski wzięłam ją -bo wzięłam. Zrobiłam- bo rzeczywiście skóra po ostatnich podróżach potrzebowała więcej troski, a tu proszę miłe zaskoczenie. Mogę powiedzieć, że co do obietnic producenta nie mogę się do niczego przyczepić.


Jakie są plusy - oprócz dobrego działania?

Bez wątpienia kolejnym plusem jest tu cena! Jak już wspomniałam maskę kupiłam za grosze , dosłownie 2 -3 złote. Z tego co pamiętam trafiłam wtedy na promocję w Hebe, jednak w cenie regularnej też nie kosztuje fortuny.
Drugi plus to oczywiście wydajność! Kupując takie maski mamy je przeważnie na raz. Z tą jest wyjątek- jest to leciutki żel , którego na prawdę nie trzeba dużo, by nałożyć na całą twarz. Za taką cenę - czego chcieć więcej?;p


Jakieś minusy?

Tak! Wymieniłam wszystkie plusy ,teraz czas ponarzekać. Minus jest jeden. Maska zaraz po nałożeniu na twarz delikatnie mnie piecze , myślę ,że może jest to sprawa cytrusów, bo powiem Wam ,że nigdy takich masek z ich udziałem nie testowałam. Może być to również wina mojej cery, która czasem lubi być wrażliwa , a przecież każdy jest inny i nie koniecznie u każdego musi to wystąpić. U mnie niestety to wystąpiło, było to jednak delikatne pieczenie - do wytrzymania.





Warto czy nie warto ? Odpowiedzcie sobie sami , ja myślę, że przewaga jest plusów, jednak nie wiem, czy jeszcze po nią sięgnę:)
Buziaczki;***

poniedziałek, 7 maja 2018

Nowości w kosmetyczce! Maj 2018 - Maseczki i opalanie w roli głównej; )


Witajcie,

Jak tam po majówce? Ja miałam sporo wolnego,pogoda też dopisała,  więc udało mi się odpocząć; ). Ostatni post to denko, które pojawiło się u mnie pierwszy raz i jak widać przypadło Wam do gustu. Dziś przychodzę do Was z kosmetykami , które w najbliższym czasie będę testować.  Jeśli taka tematyka Was interesuje - zapraszam dalej !

Nie tak dawno byłam całkiem przypadkiem na zakupach w biedronce.  I trafiłam na świetny wybór maseczek!  Oczywiście nie mogłam się zdecydować na jedną,  więc wzięłam kilka ;D. Domyślam się,  że są to w biedronce produkty tymczasowe,  wiec tym bardziej trafiły do mojego koszyka.


Tak więc zaczniemy sobie od maseczek. Większość jest z firmy "Czyste piękno  ",co  dla mnie jest nowością. I zaczynamy po kolei:

CZYSTE PIĘKNO "ŚLIMAKOWA MASKA NA TWARZ:


Bardzo interesująca maseczka.  Forma w płachcie -czyli jedna z moich ulubionych. Dodatkowo jest przepiękna,cała srebrno -brokatowa, co bez wątpienia przyciąga wzrok  (przynajmniej mój; D). Maska zawiera ekstrakt ze śluzu ślimaka, kolagen oraz alantoine.  Nie ukrywam że bardzo jestem jej ciekawa i w najbliższym czasie ją przetestuje.

Maska numer 2 to również ta sama marka i jest to;

CZYSTE PIĘKNO - CHOCO MASK:


Czekoladowa maska to twarzy ! O tak , to jest to ;D. No bo powiedzcie mi kto z Was nie lubi czekolady?  Ja jestem strasznym łasuchem i jak zobaczyłam tą maskę moje oczy się zaświecily!  Czekoladowe odżywienie i regeneracja skóry - to obiecuje nam producent; ). Maska ,której równie jestem ciekawa jak poprzedniczki.  Zobaczymy jak się sprawdzi.

Kolejna maska i już ostatnia jeśli chodzi o markę "czyste piękno " , jest to maska:

CZYSTE PIĘKNO - MASKA ODŻYWCZA


To już jest standardowa , odżywcza maska w kremowej formie.  Składa się z dwóch etapów,  gdyż oprócz maski mamy dołączony peeling do twarzy. Ma być to bardzo odżywcza maska , bogata w mikroelementy,  zawierająca w swoim składzie m.in algi morskie i ekstrakt z lukrecji. Ciekawa jak sprawdzi się na mojej mieszanej skórze;).

No i kolejna już ostatnia maseczka , również kupiona w biedronce to;

BODY CLUB- MASKA Z KOMÓRKAMI MACIERZYSTYMI RYŻU

Nie ukrywam że opakowanie tej maski też jest bardzo oryginalne i przyciąga wzrok.  Tej maski było wiele rodzajów,  jednak skusiłam się właśnie na tą. Maska ma za zadanie rozświetlić naszą skórę oraz sprawić by była promienna,wypoczęta. Jest to również maska w płachcie.

Teraz kolejna nowość lecz już nie maseczka a podkład.  A dokładniej:

BOURJOIS - CC CREAM


Produkt ten jest juz chyba w większości z Was znany. Ja osobiście nie miałam okazji go jeszcze testować,  dopiero teraz to uczynię; D. Z racji że już nie długo lato , a w lecie nie lubię ciężkiego makijażu skusilam się właśnie na ten produkt.  Wiem,  że opinie na jego temat są bardzo dobre i mam nadzieję, że moja również taka będzie; ).

A teraz kolejne,  jak i zarazem ostatnie produkty są to kosmetyki pielęgnacyjne do dłoni,  czyli :

EVREE -SERUM DO DŁONI oraz NIVEA - KREM DO DŁONI Z KOENZYMEM Q10:



Na sam koniec juz zostawiłam sobie dwie perełki związane z nadchodzącym latem ;D. Kto mnie zna to wie , że uwielbiam słońce i opalanie, tak więc nie może zabraknąć takich produktów. :

BIELENDA - OCHRONNY KREM DO TWARZY SPF 50 oraz PRZYSPIESZACZ OPALANIA


Krem ochronny na tą porę roku to produkt Must Have ,myślę ,że u każdego. Krem taki nakładam nie tylko ,gdy się opalam, lecz nawet gdy wychodzę gdzieś bez makijażu. Drugi produkt to przyśpieszacz opalania o niskiej ochronie bo SPF 6. Nie polecam go osobom, które mają tentencję do oparzeń słonecznych, osobom o bardzo jasnej karnacji oraz na pierwsze dni opalania. Ja mam skórę przyzwyczajoną do słonka ,więc mogę go używać od już:).


Jak Wam się podobają nowości ? Znacie coś z nich ? ;) dzięki i do następnego ;*****

wtorek, 1 maja 2018

Denko - pielęgnacja i kolorówka



Witajcie !
Jak tam początek majówki? Pogoda jak na razie dopisuje i oby tak dalej. U mnie w planach jest mała wycieczka ale póki co przychodzę do Was z pierwszym na blogu denkiem. Dla tych co być może nie wiedzą , seria ta to produkty ,które w ostatnim czasie zużyłam ("zdenkowałam"). Myślę też, że dopiero po zużyciu danego produktu ,możemy wyrazić pełną ocenę danego produktu. 
Gotowi? Zaczynamy :), 

1. Na początek zacznijmy sobie od pielęgnacji. Pierwszy produkt to nawilżający ,różany krem do twarzy marki Bielenda.


Krem ten już pojawił się u mnie na blogu. Pierwsze wrażenia miałam bardzo pozytywne i takie zostały już do końca. Co tu dużo mówić. Bardzo fajny krem , o bardzo delikatnej i leciutkiej konsystencji:). Szybko się wchłania , idealnie sprawdzał się jako baza pod makijaż na dzień. Posiada delikatny różany zapach , który mi osobiście nie przeszkadzał , a wręcz przeciwnie , był bardzo przyjemny. dodatkowo cena też bardzo atrakcyjna. Produkt jak najbardziej na tak !



2. Drugi produkt ,którego bardzo długo używałam ale w końcu zużyłam to produkt do pielęgnacji włosów . Mowa tu o odżywce do włosów w spreyu marki Dove.



Produkty Dove jak wiecie bardzo lubię. Produktu tego używałam długo , dlatego że zamiennie z innymi. Nie robiła jakiś spektakularnych efektów. Stosowałam ją głównie przed rozczesywaniem włosów. Główne jej zalety to piękny zapach (bardzo typowy dla marki Dove) oraz to, iż łatwo rozczesać po niej włosy. Dodatkowo forma jest tu jak najbardziej na plus . Jednak co do regeneracji włosów chyba nie zdziałała nic. Produkt nie jest zły lecz również nie jakiś znakomity :).


3. Miejsce trzecie to już ostatni produkt pielęgnacyjny dziś , a jest to pielęgnacyjny żel pod prysznic od Nivea.



Co tu dużo mówić , powiem w skrócie. Bardzo lubię żele pod prysznic z Nivea! Robią to co mają robić, są bardzo wydajne. Mają fajną ,lekko kremową konsystencję. Dodatkowo ten ma przepiękny kremowo -pomarańczowy zapach. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia ;D. Myślę , że to nie ostatni ten żel u mnie :).


4. Rozpoczynamy teraz kolorówkę i na początek zacznijmy może od dwóch podkładów. A jest to True Match od Loreal oraz Healthy Mix od Bourjois.


To już chyba klasyki. Oba lekkie , fajne . Wcześniej bardziej przypadł mi do gustu podkład Bourjois, teraz jest troszkę na odwrót. Loreal to podkład rozświetlający , więc też nie każdemu będzie pasował. U mnie natomiast oba produkty sprawdzały się ok, stąd też mam je w zapasach.


5. Kolejnym produktem ,również makijażowym jest puder prasowany marki Max Factor.



Szczerze Wam powiem ,że za marką nie do końca przepadam . Może i mają swoje perełki , jednak mi nie do końca pasują ich produkty. Dajcie znać jeśli jest coś godnego uwagi. A co do pudru- nie najgorszy lecz też nie najlepszy.. Kiedyś używałam go często i byłam zadowolona. Na chwilę obecną mam dużo innych ,lepszych niż ten. Jak widać też mi spadł i się skruszył, jednak nie było mi go szkoda ;P . Rzadko po niego sięgałam. Produkt o bardzo charakterystycznym zapachu i dość mocnym ! od razu na to wyczulam. Kojarzy mi się osobiście z takimi starymi , babcinymi kosmetykami. Zostawia trochę koloru, więc trzeba dobrze dobrać odcień. Nie stapia się też idealnie z cerą, trzeba się troszkę z nim napracować. Raczej już po ten produkt nie sięgnę.


6. Teraz produkt już ostatni na dzisiaj, ale bardzo fajny. A mowa o marce Wibo i róż do policzków Smooth'n wear.




Niestety koloru nie jestem w stanie Wam odczytać. Ale co do produktu to ja bardzo lubię te róże. Fajna pigmentacja , spory wybór w kolorach . Do tego bardzo zgrabne, poręczne opakowania. Nic dodać nic ująć. Mam już kolejny w zapasie :). Jeśli ktoś jeszcze ich nie miał to trzeba koniecznie wypróbować. Cena za sztukę to ok. 10zł , więc no chyba nic więcej mówić nie trzeba..
\


Dziękuję Wam Kochani za poświęcony czas. Dajcie znać czy używaliście tych produktów i jakie są Wasze opinie . Kończąc życzę Wam udanego długiego weekendu ! ;****

piątek, 27 kwietnia 2018

Vlog: Rumunia -fotorelacja

Witajcie !

Dziś przychodzę do Was z pierwszym (i mam nadzieje nie ostatnim) Vlogiem. Bardzo się cieszę,  że mogłam zwiedzić ten jakże piękny kraj. Dodam ,że to moja pierwsza zagraniczna podróż,  dlatego też tak bardzo się cieszę,  że na kwietniowy urlop udało nam się ze znajomymi wyjechać.  Przez to też ostatnio byłam mniej aktywna na blogu , ale teraz,naładowana energią , wracam ,nadrabiam zaległości i działam!

Rumunia jak wiadomo , nie jest najbogatszym krajem i można to łatwo zauważyć od samego początku.  Warto jednak tam pojechać dla przepięknych widoków. Wszędzie jest mnóstwo zieleni ,gór  , strumykow.  Do tego cisza ,spokój. .,fajnie można odpocząć i naładować akumulatory ; D

Z ciekawych miejsc , które udało mi się zobaczyć to na pewno Wesoły Cmentarz w Sapancie, Braszow  ( rynek) oraz zamek Rasnov , z którego widać piękna panoramę miasta i jeśli tylko będziecie mieć okazję to serdecznie polecam.
Na sam koniec uderzylismy do Tokaju na Węgrzech. Oczywiście jak to w mieście wina , zakupy zostały zrobione ;), później grill i powrót do domu.

ZAPRASZAM DO OBEJRZENIA :














Do następnego  ! :*

wtorek, 24 kwietnia 2018

Vianek - nawilżający krem do twarzy na dzień- Hit czy Kit?

Dzień Dobry Kochani!
Vianek, Sylveco, Biolaven..,brzmią znajomo ? Oo tak. Przynajmniej taka jest moja odpowiedź , jak i również większości z Was ( tak myślę). Polskie marki kosmetyczne , które produkują naturalne kosmetyki w bardzo przystępnych cenach.

Kosmetyki naturalne biją teraz rekordy popularności zarówno wśród Polaków jak i zagranicą. Przyznam się ,że miałam okazję być na szkoleniu marki Vianek, Sylveco oraz Biolaven, z czego ogromnie się cieszę. Bardzo chciałam przetestować te produkty. Dostałam pełno próbek , jednak jak wiadomo, po próbce nie jesteśmy w stanie dokładnie stwierdzić jak dany produkt się sprawuje. Można jedynie stwierdzić "pierwsze wrażenie" , a takich recenzji nie prowadzę , wolę subiektywne i pełne oceny produktów po określonym czasie użytkowania.
Skoro wstęp mamy za sobą- zapraszam na recenzję :



A pod lupę bierzemy dziś krem nawilżający na dzień ,marki Vianek. Krem ma bardzo ładną szatę graficzną (tzw. seria niebieska). Połączenie biało- niebieskie , delikatne a zarazem przykuwające uwagę bardzo mi się podoba. Również opakowanie kremu nie ma sobie nic do zarzucenia - bardzo zgrabne , proste oraz higieniczne ( za sprawą pompki), która swoją drogą jest bardzo dobrej jakości i dozuje odpowiednią ilość produktu.


Vianek - to polska firma produkująca naturalne produkty i co ważne z produktów dostępnych w Polsce. Więc jeśli ktoś np lubi ekstrakt z papai w kosmetykach - próżno go szukać w tych kosmetykach. Jak wiadomo kosmetyk naturalny , kosmetykowi naturalnemu nie równy. Jak jest tutaj ?  Zajrzyjmy do składu:

Na pierwszy rzut oka wydaje się on długi i skomplikowany.. Jednak wcale tak  nie jest bo niejakie nazwy to m.in:

  • vitis vinifera- ekstrakt z winorośli właściwej
  • triticum vulgare germ oil- olej z kiełków pszenicy
  • xylitol- cukier brzozowy
  • sorbitan stearate- składnik umożliwiający powstanie emulsji
Są to pierwsze składniki kremu. Jak widać wbrew pozorom krem ma bardzo przyzwoity skład. Stosuję go już prawie 2 miesiące, więc myślę ,że spokojnie mogę już co nie co o nim powiedzieć.

Krem ma bardzo przyjemną , ultralekką konsystencję , która wchłania się dosłownie tuż po nałożeniu. Nie pozostawia tłustego filmu ,ani żadnej lepkości na skórze. Jest wprost idealny pod makijaż.


Ma bardzo delikatny zapach , który po nałożeniu na twarz nie jest już wyczuwalny. Jest też bardzo wydajny. Niewielka ilość wystarczy, by pokryć całą twarz , przez co też wystarcza na bardzo długo.



Ja dla przypomnienia mam skórę mieszaną. Jednak ma tendencję do przesuszeń, więc często sięgam po dobrze nawilżające kremy (szczególnie przed aplikacją matujących ,zastygających podkładów). Ten sprawdza się super. Jest leciutki , nie trzeba czekać ,aż wyschnie. Jest dedykowany na dzień i też tylko wtedy go stosuję. Bardzo ładnie nawilża skórę. Jest przyjemna w dotyku. Dodatkowo pięknie aplikuje się na niego podkłady. Jak dla mnie produkt jak najbardziej na tak.


Dajcie znać czy znacie te produkty :)

czwartek, 19 kwietnia 2018

Long 4 Lashes, Serum przyśpieszające wzrost rzęs - kosmetyk idealny dla posiadaczek krótkich i rzadkich rzęs?

Witajcie!
Jak Wasze humorki przed zbliżającym się weekendem? Co prawda mamy końcówkę tygodnia lecz ja już żyję weekendem , gdyż zbliża mi się urlopik i mały wypad zagranicę ;). Do tego pogoda zapowiada się super, więc nic tylko korzystać.
Dziś przychodzę do Was z recenzją , myślę,że już kultowego kosmetyku do rzęs. Wiem , jak wiele z Was czeka na tą recenzję , jednak musiało upłynąć troszkę czasu bym mogła w pełni ocenić i podsumować ten produkt.

A mowa tu oczywiście o Long 4 Lashes, Serum przyśpieszające wzrost rzęs.



Nie będę Wam wklejać pełnych obietnic producenta, gdyż jest ich w internecie ogrom , podobnie jak efektów ubocznych. Spokojnie można by zrobić o tym osobny wpis ;p.  Specjalnie dla Was zebrałam najistotniejsze i najważniejsze informacje dotyczące tego produktu.

Jest to produkt pielęgnacyjny (serum), które nakładamy w formie przeźroczystego eyelinera po demakijażu ,najlepiej przed pójściem spać.

Produkt nadaje się dla osób , które:

  • mają cieniutkie , krótkie rzęsy
  • straciły swoje naturalne rzęsy
  • chcą poprawić kondycję rzęs

Produkt ma za zadanie:

  • zwiększyć objętość i grubość rzęs
  • zwiększyć liczbę rzęs
  • wzmocnić i zadbać o ich kondycję
  • pogłębić ich kolor


Jak sami widzicie obietnice są bardzo kuszące. Wszystko za sprawą głównego składnika serum - BIMATOPROSTU , który obecnie w kosmetologii jest uznawany za jeden z najbardziej skutecznych związków stymulujących wzrost rzęs.

Przechodząc do konkretów. Serum ma bardzo piękną ,można by rzec elegancką szatę graficzną. Wszystko za sprawą połączenia bieli ze złotem , które bez wątpienia trafia w moje gusta. 
Produkt sam w sobie również wygląda bardzo ekskluzywnie. 





                               Dokładny skład produktu:




Produkt jak już wcześniej wspomniałam ma postać eyelinera. Jest całkowicie przeźroczysty, przez co na oczach kompletnie go nie widać. Aplikator jest na prawdę bardzo przyzwoity, co znacznie ułatwia jego aplikację. Dość długa i precyzyjna końcówka pozwala by dotrzeć do każdej rzęsy.



Produkt stosujemy przed pójściem spać ,co wieczór. Ważna jest tu systematyczność. Czas trwania kuracji to 6 miesięcy , jednak pierwsze efekty widać już po około 3 tygodniach. Jest to moje już drugie opakowanie (pierwsze zużyłam rok temu), teraz rozpoczęłam kurację drugi raz. Produkt nie ma zapachu, nie uczula mnie a jego działanie jest na prawdę rewelacyjne.
Co widać na pierwszy rzut oka to produkt zdecydowanie wydłuża rzęsy! Jest to jedne z jego głównych zadań i bez wątpienia to spełnia. Dodatkowo przy dłuższym stosowaniu produkt również te rzęsy zagęszcza, powoduje wyrastanie nowych rzęs.

Dodam, że moje rzęsy z natury są bardzo liche. Dlatego to serum jest dla mnie idealne , jeśli tylko chcę o nie zadbać. Co prawda nie zauważyłam u siebie przyciemnienia rzęs, które producent rzekomo obiecuje... ale , od czego są mascary i henna do rzęs? Dlatego też można mu to wybaczyć. Poniżej prezentuję Wam zdjęcie , jak zmieniły się moje rzęsy:




                                                                             przed

                                                             po miesiącu stosowania:



Ja jestem pod wielkim wrażeniem co to serum potrafi zrobić z moimi rzęsami. Jeśli macie podobny problem i również "liche " rzęsy, myślę że warto wypróbować. Jest to już moje drugie opakowanie , więc o czymś to już świadczy jeśli mnie znacie ;D.

Dostępność: większość drogerii ( np. Rossman , SuperPharm, drogerie internetowe)
Cena: 80zł ( warto jednak polować na promocje , które bardzo często są!)
Pojemność: 3ml



Ktoś już testował ? A może dopiero zaczniecie ? Na pytania odpowiadam w komentarzach ,jak i wiadomościach prywatnych. A może macie coś sprawdzonego godnego uwagi ? :)
Buziaczki ;**