środa, 7 listopada 2018

Pierwsze urodziny bloga


Witajcie!


To już rok !


Tak Kochani, aż sama nie mogę czasem w to uwierzyć , ale blog "Kosmetyka by Monika" ma już rok! Dokładny rok temu o tej porze powstał i został opublikowany tu mój pierwszy post. Czasem nie mogę uwierzyć ,że ten czas tak szybko leci. Cieszę się ,że mogę się tu z Wami dzielić moją pasją, doświadczeniami, recenzjami i mieć w Was tak ogromne wsparcie. 

Choć początki jak wiadome nie były łatwe. Jednak teraz mogę powiedzieć ,że był to wyjątkowy rok!
Momentami trudny i wyczerpujący-ale niesamowity! Siadając pierwszy raz do pisania bloga nawet nie sądziłam, że tak się rozwinie i że będę tu, gdzie jestem teraz. Na wszystko zapracowałam sobie sama, począwszy chociażby od samego założenia bloga. Dlatego post ten jest dla mnie bardzo wyjątkowy , gdyż wiem ,że jest to moja zasługa i to właśnie dodaje skrzydeł i daje niezmierną satysfakcję!


Krok po kroku - czyli jak to było?

Pomysł pojawił się niespodziewanie. Jako maniaczka urodowa często trafiałam na różnego typu fajne artykuły, strony, blogi. W pewnym momencie pojawiła się u mnie myśl - a może by tak zacząć tworzyć coś swojego, mieć jakąś odskocznie od rzeczywistości? W końcu jestem z zawodu kosmetyczką - znam się na tym , lubię to , więc czemu bym miała się tym nie dzielić z innymi?
Oczywiście zaraz za tą myślą były wątpliwości- czy dam radę , czy znajdę czas , czy kogokolwiek tym zainteresuję ? 
Teraz mogę powiedzieć bez dwóch zdań , że było warto ! I warto próbować , rozwijać się i dążyć do swoich marzeń!

I tak oto od pomysłu, przeszłam do tworzenia i równy rok temu założyłam bloga i opublikowałam pierwszy post. Z początku prowadziłam tylko i wyłącznie jego- po nie całym miesiącu- utworzyłam funpage, po ponad pół roku - blogowego instagrama. 

Udało mi się również nawiązać współpracę blogową, która była dla mnie nowym , miłym doświadczeniem. Przez ten czas poznałam wiele wspaniałych ludzi oraz nauczyłam się nowych rzeczy.




Statystyki:

Nie sądziłam nigdy ,że osiągnę takie wyniki. Mimo mojej chwilowej nieobecności bloga przez ostatni rok odwiedziło - 5772 osoby, średnia liczba odwiedzin w miesiącu - to 300 osób. Przez ten opublikowałam -56 postów, zostawiliście pod nimi 841 komentarzy! Do tej pory mam 51 obserwatorów bloga i 27 konta google . Mój blogowy funpage uzyskał 127 polubień, natomiast blogowego instagrama obserwuje 132 osoby.



Czy ze wszystkiego jestem zadowolona?


Oczywiście , że nie! Powyższe statystyki są dla mnie ogromnym wyróżnieniem i siadając do zakładania nie sądziłam ,że tak się to potoczy ,że tyle się wydarzy! Jestem dumna z tego co osiągnęłam do tej pory , jednak nie spoczywam na laurach. Rzeczą , którą na pewno chciałabym zmienić to wygląd bloga. Jeszcze nie jest tak , jak bym sobie tego wymarzyła, jednak jak powiedziałam do wszystkiego doszłam sama i sama się nauczyłam gdzie dawniej nie miałam o tym zielonego pojęcia. Kolejną rzeczą , do której dążę to oczywiście przejście na własną domenę, bo jak wiadomo jest to spore osiągnięcie bloga. Czas pokaże - wszystko przede mną :) !





To dzięki Wam!

Teraz w tym miejscu chciałabym podziękować Wam, czyli moim czytelnikom. Gdyby nie Wy nie było by tu i mnie, nie doszła bym tu gdzie jestem teraz. Dzięki Wam mogę się rozwijać i dzielić swoją pasją. 

Dziękuję za wszystkie komentarze zostawione tu , na fanpagu oraz na Instagramie. Również za wszystkie lajki, udostępnienia i za maile , które do mnie wysyłacie z różnymi pytaniami, słowami otuchy. Daje to niezwykłą motywację do działania i cieszy mnie ,że mogę być z Wami w kontakcie.



niedziela, 4 listopada 2018

"Czyste Piękno"- odżywcza maseczka do twa



Witajcie ,

Jak już to u mnie bywa maseczki są nieodłączną częścią mojej pielęgnacji. Mam swoje ulubione ,ale również lubię próbować różnych nowości.  Warto wdrążyć ten element pielęgnacji do swojego rytuału szczególnie teraz, gdy temperatura na zewnątrz będzie coraz niższa. Zmieniają się wtedy potrzeby naszej skóry, która bardzo często potrzebuje większej uwagi. U mnie już się zaczęło.., czyli przyszła jesień a wraz z nią skóra zaczęła być bardziej sucha niż zwykle, usta spierzchnięte. I w takich sytuacjach z pomocą przychodzą różnego rodzaju sposoby, by naszą skórę wzmocnić, odżywić , chronić. W moje ręce ostatnio wpadła maseczka odżywcza od "Czyste Piękno". 
Czy zdała egzamin ? Zapraszam do lektury:)


O MASCE:

Maseczka składa się z dwóch etapów:

1. Peeling
2. Maska

Jest to tradycyjna kremowa maska. Krokiem pierwszym jest złuszczenie naskórka za pomocą dołączonego peelingu, a następnie nałożenie na twarz maseczki. Jest to maska odżywcza. Zawiera w swoim składzie m.in: glinkę koalinową, ekstrakt z morszczynu pęcherzykowatego , czy drzewa herbacianego.

Bardzo często produkty typu 2w1 nie sprawdzały się u mnie za dobrze. Często jedna rzecz była dobra a druga beznadziejna , albo i jeszcze inaczej ;). Jednak mimo wszystko byłam ciekawa jak ta sprawdzi się u mnie , tak więc musiałam wypróbować.







A więc zacznijmy od początku.
Peeling ma bardzo specyficzną konsystencję. Jest w formie żelu do mycia twarzy i pod palcami można wyczuć jakby "piasek". Tak, to nie są granulki, które można zauważyć gołym okiem , ani również nie jest to peeling enzymatyczny. Mogło by się wydawać ,że skoro "piasek" to peeling będzie mocny. Nic bardziej mylnego. Jest to peeling bardzo delikatny, dlatego też chwilkę wykonałam nim masaż twarzy (jak zaleca producent) ,po czym zmyłam letnią wodą. Co do zapachu to peeling od maseczki różnią się kolosalnie. Peeling ma zapach cytrusowy, jednak nie jest on męczący, a nawet powiedziała bym- orzeźwiający, więc jak najbardziej na plus.
Skóra była po nim przyjemnie wygładzona, jednak nie czułam by spełnił swoje zadanie w 100%, mając porównanie z innymi produktami.
Jak dla mnie sam peeling to taki średniaczek.

Teraz przechodzimy do drugiego etapu , czyli maseczki. Jak już wspomniałam ma tradycyjną ,kremową formę. Przyjemnie się ją nakłada. Jest też jej idealna ilość ;), tak , nie wiem czy Wy tak macie ,ale ja przeważnie stosując takie maseczki mam je nawet na 2 razy bo produktu jest tak dużo. Tu tego problemu nie było. Maska w przeciwieństwie do peelingu pachnie bardzo... kremowo;), mam nadzieję ,że wiecie o co mi chodzi. Zapach kremowo-kosmetyczny, bardzo przyjemny , nie przesadny. Mimo ciąży - nie przeszkadzał mi zapach żadnego z tych produktów.
Co do działania- maska miała odżywiać skórę jak obiecuje producent i na tym obietnice się kończą - i dobrze, bo w sumie tylko to robi. Skóra jest nawilżona i przyjemna w dotyku, jednak czułam ,że nie jest to jeszcze to- gdyż ostatnio moja skóra jest bardzo sucha. Myślę,że gdyby nie to , to maska nie była by najgorsza, jednak miałam lepsze.




Podsumowując - jak dla mnie i maseczka i peeling to takie średniaki. Nie są bardzo złe- co ważne , nie podrażniły mojej skóry. Nie zrobiły też niczego innego złego ;D. Co prawda ,nie było to odżywienie na najwyższym poziomie , jednak trzeba zaznaczyć ,że maseczka kosztuje ok. 3-4zł. Więc jak za tą cenę , nie ma sensu spodziewać się cudów. Ogólnie nie jest zła- jednak nie wiem czy kiedyś jeszcze po nią sięgnę .






A Wy? Znacie ten produkt lub inne produkty tej marki ? :)
Buziaczki ;**




poniedziałek, 22 października 2018

Ziaja- naturalny krem oliwkowy- hit czy kit? + moja chwilowa nieobecność




Witajcie Kochani!

Dzisiejszy wpis zacznę nietypowo, bo od drugiej części tematu. Jak wiele z Was zdążyło zauważyć , miałam małą przerwę w blogowaniu. Bardzo się cieszę ,że w końcu mogę tu z Wami posiedzieć i pogadać ;).



Słowem wyjaśnień moja ostatnia nieobecność wynikała z życia prywatnego , w którym troszkę się działo. Nadeszło wiele zmian, które pochłonęły troszkę czasu. Miałam sporo spraw na głowie ,m.in ; ślub czy przeprowadzkę. Jednak bardzo się cieszę ,że w dalszym ciągu tak licznie tu zaglądacie ,pytacie co u mnie i co dalej. Daje to dużą motywację i chęć do działania!

Blog był jest i będzie :), jest to moja pasja i odskocznia od rzeczywistości. Z pewnością będą pojawiać się troszkę nowe tematy i recenzje nowych kosmetyków, z racji że jestem w II trymestrze ciąży, wdrożę z pewnością tą tematykę tu, ale spokojnie-  wszystko w swoim czasie:).

Dość już tego gadania , bo nie jest to głównym tematem dzisiejszego wpisu, gdyż dziś mowa o:


Ziaja- naturalny krem oliwkowy



Kosmetyk ten nie jest nowy na rynku. Pamiętam go jeszcze będąc dzieckiem ,gdy leżał na półce kosmetyków mojej babci. Jednak ja osobiście sięgnęłam po niego dopiero teraz. Jak już Wam wspomniałam jestem w dwupaku, więc jest to czas wielkich zmian, w tym także na skórze:). Huśtawka hormonów jaką zapewnia nam ciąża ,oddziałuje też na naszą skórę. Mogę powiedzieć, że jestem szczęściarą,gdyż u mnie nic złego ze stanem cery się nie dzieje. Nie posiadam żadnych zmian, wyprysków czy przebarwień. Jednak skóra w tym okresie wymaga odpowiedniego nawilżenia, gdyż stała się bardzo sucha ( dodatkowo coraz to mniejsza temperatura na zewnątrz ,nie ułatwia sprawy). Z pomocą przychodzi ten oto krem.

Jest to bez wątpienia krem tłusty, więc nie każdy typ cery się z nim polubi. Osobiście też wolałam zawsze kremy o lżejszej konsystencji,które zapewniały optymalne nawilżenie. Niestety teraz to było dla mojej cery za mało. Krem ten pozostawia na skórze tłusty film, dlatego stosuję go tylko i wyłącznie na noc. 


Krem ma bardzo przyjemną konsystencję . Szybko i z łatwością się rozprowadza, dzięki czemu używa się go z przyjemnością. Dodatkowo jest bardzo wydajny, gdyż z racji tego, że jest to krem tłusty, już niewielka ilość wystarcza nam na pokrycie całej twarzy. Krem posiada bardzo delikatny ,lekko oliwkowy zapach, który mi osobiście nie przeszkadza w użytkowaniu, a jak wiecie mogę być teraz bardzo wyczulona na zapachy ;D.

Jest to krem ,który polecała bym szczególnie dla osób z cerą suchą , odwodnioną bądź normalną- potrzebującą mocnego nawilżenia. Producent zapewnia nas ,że jest to naturalny krem ,który mogą stosować dzieci już od 1 miesiąca życia, co też jest jak najbardziej na plus.


Dodatkowo zaletą tego kremu jest fakt,że dostaniemy go niemal w każdej drogerii i zapłacimy za niego kilka złotych:)





A Wy? Często zmieniacie kosmetyki pielęgnacyjne czy raczej trzymacie się swoich ulubionych?
Buziaki;**

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Bingospa ,aktywne serum algowe - kosmetyk zbędny czy wręcz przeciwnie?

Witajcie ,

Jak tam Wasze humorki? Ja jeszcze żyję urlopem i ciężko powrócić mi do codzienności. Dziś jednak przychodzę do Was z recenzją produktu, który jakiś czas temu dostałam od marki Bingospa. Tak jak widać po temacie chodzi tu oczywiście o serum do twarzy. Ciekawa jestem czy u Was serum znajduje się w codziennej pielęgnacji? Koniecznie dajcie znać;), a tymczasem nie przedłużając przechodzimy do recenzji:

BingoSpa - aktywne serum algowe z kwasem hialuronowym



Muszę się przyznać ,że ja serum stosowałam jeszcze w szkole kosmetycznej i od tamtej pory moja cera nie miała z nim styczności. Uważałam to za krok zbędny i jeden z "dodatkowych", których nie trzeba robić. Teraz już wiem ,że był to wielki błąd i dzięki marce BingoSpa ,przypomniałam sobie o tak wspaniałym kosmetyku.

Produkt jest zamknięty w eleganckiej szklanej buteleczce, ze srebrną etykietką. Muszę przyznać że szata graficzna bez wątpienia trafia w moje gusta i wygląda bardzo elegancko. Poodukt również wyposażony jest w wygodną pompkę, która jest bardzo wygodna w użyciu. Nabiera tyle produktu ile jest nam potrzebne. Trzeba też zaznaczyć, że takie rozwiązanie jest też bardzo higieniczne, więc dla mnie jest ono jak najbardziej na plus.


Produkt jest bardzo wydajny. Jego konsystencja jest bardzo bardzo leciutka,przez co niewielka ilość jest nam potrzebna na nałożenie na twarz czy szyję. Produkt też pięknie pachnie, zapach jest dość trudny do opisania, taki kwiatowo-kosmetyczny bym nazwała, jednak bez wątpienia mi się podoba. 


Serum stosuję pod krem ,przeważnie w wieczornej pielęgnacji , rzadziej rano. Serum charakteryzuje się bardziej skoncentrowaną formułą niż krem. Zawiera dużo więcej składników odżywczych przez co stosuję się go na różne sposoby(nawet pod maski na twarz). Produkt ten używam z wielką przyjemnością. Bardzo ładnie pachnie, szybko się wchłania nie tworząc na skórze tłustego filmu. Skora po nim jest bardzo nawilżona i wygładzona. Dużo lepiej przyjmuje aplikowane po nim kosmetyki. 

Bardzo się cieszę ,że to serum trafiło w moje ręce, dzięki temu nie zapominam już o tym kroku oraz widzę jak dużo dobrego robi dla mojej skóry. 




A Wy znacie ten produkt? Jakie serum gości w Waszej pielęgnacji? :)

środa, 20 czerwca 2018

Fotorelacja: Urlop- polskie morze

Witajcie Kochani!
Wszystko co dobre szybko się kończy. Podobnie było z moim ostatnim urlopem, który udało mi się spędzić nad polskim morzem. Pogoda była średnia , jednak mimo to wyjazd bardzo dobrze wspominam. Wiele rzeczy się wydarzyło , wiele też udało mi się zobaczyć;).Zwiedzić udało mi się m.in Władysławowo, Hel, Juratę, Gdynie, Sopot i Gdańsk.
Przez to miałam też chwilę odpoczynku i dla siebie i od bloga. Kto mnie śledzi wie, że jestem bardziej aktywna chociażby na instagramie ,na którego zapraszam jeśli jeszcze Was tam nie ma . A tymczasem zapraszam na fotorelację !:)










A jak tam Wasz urlop? Gdzie planujecie się wybrać?

środa, 13 czerwca 2018

Ziaja - maska nawilżająca za grosze hit?

Witajcie,
Dziś przyszedł czas na kolejny test maski. Nie wiem ,czy jest tu osoba , która tej maski jeszcze nie zna. Jak ktoś taki jest to koniecznie dajcie znać w komentarzu. Mnie osobiście ta maska kojarzy się z "dzieciństwem". Pamiętam ,że gdy byłam młodsza zawsze z koleżanką kupowałyśmy te właśnie maski. Jednym z powodów była na pewno cena , bo maska kosztuje troszkę ponad złotówkę!, a po drugie dostać ją można było niemalże w każdym sklepie. A mowa tu oczywiście o masce nawilżającej z Ziaji.
]


Ostatnio będąc w drogerii rzuciła mi się w oko ta maska. Byłam zaskoczona ,że jest jeszcze w sprzedaży. Byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się teraz , gdyż pamiętam ,że dawniej byłam z niej mega zadowolona. Stosowałam ją na zmianę z maską oczyszczającą tej serii. Cena - znów groszowe sprawy, ciekawe jak z działaniem ?

Maska ma kremową konsystencję. Opakowanie bardzo proste, praktycznie. Jedna saszetka wystarcza nam na pokrycie całej twarzy. Przeznaczona jest do cery suchej i normalnej. Ma za zadanie nawilżać naszą skórę, za sprawą dodatku z zielonej glinki oraz olejów.



 Powyżej na zdjęciach są obietnice producenta oraz skład maski. Nie możemy tu wymagać kto wie czego za maskę za złotówkę ale umówmy się- są gorsze składy. W tej już na drugim miejscu mamy olej canola, który odżywia i zmiękcza naskórek. 

Co do samej maski bardzo przyjemnie się nakłada. Ma powiedziała bym idealną konsystencję, dość gęstą , jednak nie na tyle , by nakładanie jej było problematyczne oraz nie rzadką , dzięki czemu super trzyma się twarzy. Jeśli chodzi o kolorek to jest ona delikatnie zielona ( wszystko za sprawą zielonej glinki). Zapach jest wyczuwalny podczas aplikacji , bardzo delikatny , jednak w trakcie noszenia maski nie czujemy nic :). Tak prezentuje się na twarzy.



A teraz najważniejsze , czyli działanie maski. Jak wiecie nie jestem zwolenniczkom masek tego typu. Wolę te w płachcie lub typu peel of. Są po prostu dla mnie wygodniejsze. Jednak działanie tej maski jest bardzo dobre. Po zmyciu skóra jest mięciutka , gładka i czuć nawilżenie. Pamiętam ,że jak byłam jeszcze dzieckiem i takie maseczki stosowałam bardziej dla zabawy , ale już wtedy byłam zadowolona i teraz ...również mogę to potwierdzić. Od tej maski nie oczekiwałam wiele , lecz i tak mnie zaskoczyła. Wiadome, to nawilżenie nie było na najwyższym poziomie , jednak po masce zawsze stosujemy krem. A na prawdę skóra była fajna w dotyku, wygładzona. 

Podsumowując, z czystym sumieniem mogę Wam tą maskę polecić. Tania, łatwo dostępna i dobra. Myślę, że nie trzeba dłużej przekonywać i więcej nic pisać. Ciekawa jestem czy znacie tą maskę bo na rynku jest już na pewno parę ładnych lat. 




Dajcie znać w komentarzu co myślicie :) 

środa, 6 czerwca 2018

Evree - regenerujące serum do rąk, do skóry bardzo suchej i zniszczonej

Witajcie Kochani, 
Produktów do dłoni używa chyba każda z Nas. Ja bardzo często stosuję tego typu produkty ( nie tylko zimą), gdyż właśnie wtedy wszyscy przypominają sobie o dbaniu o skórę dłoni. Co prawda ujemna temperatura potęguje wysuszanie skóry, jednak warto o nią dbać przez cały rok. Najczęstszym produktem do dłoni jest po prostu krem. Dziś jednak przychodzę do Was z nieco innym ,choć na pierwszy rzut oka bardzo podobnym produktem. A mowa tu oczywiście jak sama nazwa wskazuje o regenerującym serum do rąk od marki Evree.


Zaczynając od początku serum dostajemy w bardzo fajnym , zgrabnym i poręcznym opakowaniu. Bez problemu mieści się w dłoni i myślę ,że w większości torebek znajdzie też swoje miejsce;). Opakowanie elastyczne, łatwo wydobywa się z niego produkt. Mi bardzo przypadło do gustu.



OBIETNICE PRODUCENTA:

Evree Max Repair Regenerujące Serum do Rąk do bardzo suchej skóry:

  • -silnie skoncentrowane serum do pielęgnacji skóry dłoni
  • -serum zawiera: olejek arganowy i masło karite
  • -produkt przynosi ulgę i ukojenie dla bardzo suchej i zniszczonej skóry
  • -serum intensywnie regeneruje naskórek, nawilża i zmiękcza skórę
  • -produkt nawilża spierchnięty naskórek i pozostawia dłonie wygładzone
Jak widać obietnice producenta są dość obiecujące. Teraz zobaczymy jaka jej moja opinia.

Serum ma bardzo unikatową konsystencję. Nie jest ona bardzo gęsta (jak to mają niektóre kremy), ani też bardzo rzadka. Mogła bym stwierdzić ,że jest idealna , gdyż jest bardzo "leciutka", nie spływając przy tym z dłoni. Serum przyjemnie się rozprowadza. Dość szybko się wchłania, nie pozostawia na powierzchni lepkiej warstwy, jednak trzeba zaznaczyć ,że otula skórę dłoni delikatną powłoką, którą da się wyczuć. Mi osobiście ona nie przeszkadza, a zaznaczę ,że lepkości skóry nie lubię.



Produkt ten zawiera w swoim składzie m.in olejek arganowy oraz masło karite. U mnie bardzo fajnie sprawdza się, gdyż doskonale nawilża, wygładza skórę i oczywiście szybko się wchłania. Jest to mój pierwszy tego typu produkt, gdyż do tej pory miałam same kremy, peelingi, jednak serum jest u mnie pierwszy raz ,lecz już się polubiliśmy. Jedynie mogę się przyczepić do zapachu, jest on delikatny, jednak nie do końca trafia w moje gusta. Ale zaznaczyć chcę ,że najbardziej wyczuwalny jest jedynie podczas samej aplikacji produktu, później zapach jak gdyby zanika:).

Wspomnieć też należy, iż produkt znajdziemy w większości drogerii (mój kupiłam w Hebe ), a jego cena to mniej niż 10zł. Uważam więc, że jak za taką cenę , produkt daje radę i jest na prawdę fajny.



Stosowaliście ten produkt ?:)







sobota, 2 czerwca 2018

Pazurki #8- Marilyn Monroe w towarzystwie pastelowego fioletu + jak aplikować wodne naklejki ?

Cześć Kochani!, 

Dziś, w ten piękny (choć u mnie troszkę zachmurzony) początek weekendu przychodzę do Was z kolejną paznokciową inspiracją . Ostatni taki post był już jakiś czas temu, więc pomyślałam ,że to najwyższy czas na zrobienie nowego:). Dodatkowo dowiecie się ,jak w prosty sposób ozdobić swoje paznokcie za pomocą naklejek wodnych. Jeżeli interesuje Was taka tematyka to zapraszam dalej! 



Naklejki wodne - czym różnią się od tradycyjnych?

Każde naklejki działają bardzo podobnie. Te tradycyjne odklejamy i po prostu przyklejamy na paznokcie, gdyż mają warstwę kleju na odwrocie. W naklejkach wodnych tego nie ma . Dlatego też jest tu inna metoda przyklejania.


Naklejki wodne nie bez przyczyny noszą taką nazwę. A to wszystko dlatego, iż do ich zastosowania potrzebna jest właśnie woda. Przed przyklejeniem tego typu naklejki musi ona zostać zanurzona w wodzie (jest to dosłownie kilka ,kilkanaście sekund). Po zanurzeniu naklejka pięknie odchodzi z kartonika na którym leżała i możemy ją bez problemu przenieść na paznokieć. Ja dodatkowo delikatnie ją odsączam z nadmiaru wody. Ale zacznijmy od początku:


Moja aplikacja naklejek wodnych:
  • oderwanie folii ochronnej z naklejki
  • zanurzenie naklejki w wodzie (kilka sekund)
  • wyjęcie naklejki, delikatne odsączenie z wody (np. papierowym ręcznikiem)
  • umieszczenie naklejki na paznokciu za pomocą pęsety, patyczka lub palców- komu jak wygodnie ( ja nakładam naklejkę na drugą warstwę koloru ,odtłuszczoną cleanerem!). Ważne jest dobre dociśnięcie naklejki by paznokieć był gładki.
  • aplikacja topu hybrydowego ( u mnie w przypadku naklejek zawsze dwie cienkie warstwy, by dokładnie zabezpieczyć paznokieć, pamiętając również o wolnym brzegu paznokcia.

A teraz już jedna z moich ostatnich stylizacji. Główną rolę odgrywa tu kolor Acapulco z NeoNail oraz oczywiście naklejki wodne:




poniedziałek, 28 maja 2018

Bourjois CC Cream - kosmetyk idealny na lato?

Witajcie!
Ostatnio chwilkę mnie tu nie było, niestety zostałam pochłonięta przez pracę i obowiązki, jednak na szczęście owy "maraton " mam już za sobą i mogę poświęcić Wam więcej czasu.
Za oknem mamy już na prawdę bardzo fajną pogodę :), ja osobiście jestem ciepło lubna ;D, uwielbiam lato, słońce, opalanie. W tym czasie również rezygnuję z bardzo ciężkich podkładów, które stosuję okazjonalnie, a przechodzę na leciutkie kremy, o którym dziś się dowiecie;).
A mowa tu oczywiście o kremie CC z marki Bourjois:



Zaczynając od początku krem ma bardzo wygodne opakowanie. Jak widać jest to krem w tubce, z fajnym dozownikiem , dzięki czemu możemy wycisnąć odpowiednią ilość produktu. Jeśli chodzi o pojemność mamy tutaj 30ml produktu, czyli taką standardową jak dla podkładów. Trzeba zaznaczyć , że produkt ten ma rzadką konsystencję. Z mojej kolekcji fluidów i kremów tego typu, ten jest zdecydowanie najrzadszy.



Wydawało by się , że przez swoją bardzo rzadką konsystencję ,krem ten będzie miał bardzo malutkie krycie, a jest całkiem inaczej. Po pierwszym użyciu , byłam w wielkim szoku jak zobaczyłam jak ten produkt wygląda na twarzy. Mogę powiedzieć, że przez chwilkę zapomniałam że mam na sobie tylko krem CC. Jak na produkt tego typu krycie jest naprawdę dobre. Produkt pięknie wyrównuje koloryt cery ,stapia się z nią i wygląda bardzo naturalnie. Często mam delikatne zaczerwienienia na policzkach i produkt bez problemu sobie z nimi radzi.

Tutaj zdjęcie już w skończonym ,delikatnym makijażu:


Ja jestem z niego bardzo zadowolona. Według mnie taki leciutki krem, który ma całkiem fajne krycie i ładnie ujednolica koloryt cery jest idealny na letnie dni. Dodatkowo krem ten bardzo fajnie przyjmuje kolejne produkty. Nie ma problemu z ładnym roztarciem bronzera na policzkach, nie robi plam.., produkt jak najbardziej na tak!

Dodatkowo kupiłam go na promocji w drogerii SuperPharm , gdzie zapłaciłam za niego ok.20zł , dokładnie nie pamiętam ,jednak nie była to wysoka kwota jak za taki produkt, który też muszę zaznaczyć ,że jest bardzo wydajny! Jest to z pewnością zasługa jego konsystencji, dzięki której niewielka ilość wystarcza na pokrycie całej twarzy. Jeżeli jeszcze go nie próbowaliście, to serdecznie polecam !




Czy są tu jeszcze zwolennicy kremu CC na lato ? :)

poniedziałek, 21 maja 2018

Nowości w kosmetyczce- czyli co będę testować w najbliższym czasie?


Dzień Dobry ! ,

Nie wiem czy też tak macie ,że wchodzicie do drogerii po szampon do włosów, a wychodząc macie siatkę rzeczy..? Ja niestety tak mam , tu jakaś promocja , tu przypominam sobie ,że jeszcze to mi się kończy ,tu to. Dajcie znać czy tylko ja tak mam, czy może jest nas więcej ? :)
A teraz już nie przedłużając , chcę przedstawić Wam moje nowości , które w ostatnim czasie do mnie trafiły i które będę dla siebie jak również i dla Was testować. Jeśli taka tematyka Was interesuje to zapraszam!


Na początek produkty marki Bingospa, które dostałam od firmy , za które raz jeszcze dziękuję i których jestem niezmiernie ciekawa:


O marce wiele słyszałam ,jednak nie miałam okazji jeszcze testować ich produktów. Mam dwa produkty do twarzy , jeden do włosów i jeden do ciała. Chciałam produkty z każdej kategorii , gdyż będę miała większe porównanie. 



Błotna maska do twarzy - zacznę od tego produktu bo chyba jego jestem najbardziej ciekawa, gdyż nigdy takiej maski nie miałam. Po otwarciu ukazuje się szarawa maska, która ma bardzo specyficzny zapach. I to niestety tyle co mogę na ten temat powiedzieć. 

Aktywne serum algowe- aż wstyd się przyznać , ale już bardzo bardzo dawno stosowałam jakiekolwiek serum do twarzy. Teraz na pewno to się zmieni. Serum pięknie pachnie i ma kremową konsystencję.

Szybka odżywka do włosów- bardzo podoba mi się opakowanie, które jest z wygodnym dozownikiem. Maska ,którą zmywamy po kilku minutach. Zapach również przyjemny , delikatny.

Czekoladowe masło do ciała- na pewno przyda się po opalaniu ;D. Zapach nazwała bym bardziej waniliowo-czekoladowy. Konsystencja budyniowata , jednak jeszcze nie używałam ;)

Wszystkie produkty dostępne są NA STRONIE PRODUCENTA.


Kolejnym produktem jest odżywka do włosów ,bez spłukiwania marki Loreal:



Lubię takie formy odżywek ,bo są bardzo wygodne. Ta zawiera jeszcze sporo olejków, więc moim rozjaśnionym włosom na pewno się przyda. Słyszałam o niej dobre opinie , jednak jeszcze jej nie miałam. Jest ona dwufazowa i ma delikatny zapach. 



Teraz pora na produkt marki Nivea, a jest to żel-krem do mycia twarzy:


O tym produkcie mogę coś więcej powiedzieć bo jest to już moje drugie opakowanie. Żel ten jest bardzo fajny, o dość gęstej ,kremowej konsystencji. Lubię stosować go po demakijażu lub rano do mycia twarzy. Jest bardzo delikatny , w żaden sposób nie podrażnia skóry, fajnie domywa resztki makijażu. Dodatkowo po jego zastosowaniu skóra jest bardzo miękka , nawilżona. Zapach też bardzo przyjemny , "kremowy", typowy dla produktów tej marki. Mogę go bez zastanowienia polecić:)


Teraz czas na suchy szampon, z firmy bodajże "Colab":


Produkt kupiłam na promocji w drogerii Hebe za ok. 7zł. Bardzo bardzo dawno miałam i używałam suchego szamponu. Stwierdziłam ,że jest to produkt jednak bardzo przydatny w tzw "kryzysowych sytuacjach", więc warto go gdzieś tam mieć pod ręką. Tego jeszcze nie używałam , więc nie mogę się o nim wypowiedzieć , ale co trzeba podkreślić - opakowanie jest słodkie i przyciągające wzrok ;)


Kolejny i już ostatni produkt , który dla Was dziś przygotowałam , to maska kolagenowa pod oczy marki Pil'aten: 



Maseczka pod oczy w formie wygodnych, kolagenowych płatków. Nakładamy je na maksymalnie 30min ,po czym ściągamy. Bardzo ciekawa jestem ich działania . Dajcie znać , jeśli ktoś z Was już je testował.




Który z produktów najbardziej przyciągnął Waszą uwagę ? :)

czwartek, 17 maja 2018

Mezeterapia w masce -czy to możliwe ?

Witajcie Kochani,

Nie muszę chyba już mówić, że maseczki w płachcie bez wątpienia skradły moje serce. Uwielbiam taką formę, gdyż jest dla mnie jedną z wygodniejszych. Maseczki to jeden z produktów ,które bardzo często i z chęcią testuję. Uwielbiam ten moment tylko dla siebie , gdy w domowym zaciszu, mogę odetchnąć , zrobić coś dla siebie i choć przez chwilę poczuć się jak w jakimś Spa:). 
Dziś przedstawiam Wam kolejną z masek, które udało mi się przetestować, ciekawi ?




"Czyste Piękno"- Ślimakowa Maska, efekt mezoterapii:

No powiedzcie sami, czyż to nie brzmi kusząco? Efekt mezoterapii ukryty w wygodnej formie maski ,którą mamy na wyciągnięcie ręki. Pisałam Wam kiedyś o jednej z form mikrodermabrazji, którą również można wykonywać w domu. Jeśli ktoś nie widział to zapraszam TU. A jak będzie z ową mezoterapią?

Maska ma bardzo fajne i przyciągające uwagę opakowanie. Jest ono tekturowe z przezroczystym wycięciem przez które widać część maski. Maska wygląda prześlicznie , po otwarciu opakowania ukazuje nam się brokatowo-żelowa maska, zatopiona w dość dużej ilości płynu.




I co muszę powiedzieć, to to ,iż owego płynu jest na prawdę DUŻO! Maska dosłownie pływa w nim , a po wyjęciu z maski jeszcze spływa płyn, więc trzeba trochę czasu odczekać. Testowałam różne tego typu maski ale z tak dużą ilością płynu spotykam się po raz pierwszy. Żeby go nie marnować , nałożyłam go również na szyję oraz dekolt, jednak mimo to płynu zostało prawie pół saszetki.


Co do samej maski.. Niestety nie jest ona wygodna ;/. Cała jest śliska od nadmiaru płynu , dodatkowo jej "żelowa" forma sprawiają, że maska jeździ po całej twarzy. Nie jest to oczywiście komfortowe, gdyż musimy po jej nałożeniu leżeć ( co w innych maskach w płachcie nie jest konieczne). Dodatkowo co jeszcze mi w niej przeszkadzało to fakt, iż była dość mała.. Malutkie otworki na oczy i usta oraz wąska po bokach. Jeszcze dodać fakt ,że jeździła po twarzy nie do końca mi się podobało , bo trzeba było cały czas ją pilnować.. Z trudem , ale udało mi się zrobić zdjęcie jej wyglądu po nałożeniu:





Masce nie można oczywiście odmówić, że wygląda pięknie. Jest to żelowy płat, wypełnionymi malutkimi , mieniącymi się drobinkami. To właśnie głównie jej wygląd przyciągnął mnie do jej zakupu. Może to taki chwyt marketingowy? Bo przecież brokat nic naszej skórze nie daje :) .

Przejdźmy teraz do samego działania maski , bo przecież o to głównie chodzi. Nie było łatwo , ale maskę potrzymałam na twarzy dobre 20min , jak radzi producent. Po tym czasie ją zdjęłam , twarz była pokryta owym płynem , który całkiem fajnie po rozprowadzeniu i odczekaniu paru minutek wchłonął się. Skóra była wygładzona i przyjemna w dotyku. I w zasadzie nic poza tym. Nie czułam zbytnio nawilżenia , dopiero zaaplikowany krem zadowolił moją skórę.

Dodatkowo, po zdjęciu maski , oprócz płynu, miałam drobinki brokatu! Dobrze, że robiłam tą maskę przed pójściem spać, więc aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało, jednak trzeba mieć to na uwadze.

Za maskę zapłaciłam zaledwie 6zł (w biedronce), jednak nie jestem z niej do końca zadowolona. Na pewno daleko jej do "efektu mezoterapii ", a wygładzoną i miękką w dotyku skórę czasem daje nam zwykłe wykonanie peelingu.



Mieliście tą maskę lub jakąś z tej serii? :) ,z chęcią jestem ciekawa Waszych opinii i jak zawsze zapraszam do dyskusji w komentarzach:)
Buziaczki ;**

poniedziałek, 14 maja 2018

Garnier - cytrynowa maseczka rozjaśniająca- czy warto?

Witajcie Kochani,

Już jakiś czas nie pojawiała się u mnie recenzja maski na blogu. I oczywiście ,to nie jest tak,że przestałam je robić ;D. Robię je regularnie , jednak nie zawsze mam czas na zebranie się i pisanie o tym. Z ogromną przyjemnością dzielę się z Wami produktami , które czymś mnie zaskoczyły, są dobre jak również tymi , od których radziła bym trzymać się z daleka.
Jak będzie z dzisiejszą maską?


Garnier - rozjaśniająca maseczka do twarzy z ekstraktem z cytryny do skóry matowej z niedoskonałościami. Jest to tradycyjna forma maski (kremowa) . Opakowanie bardzo proste , poręczne zgrabne. Maseczkę kupiłam za grosze , dosłownie 2-3zł.



Maseczka w konsystencji jest bardzo leciutka, powiedziała bym nawet ,że ma formę żelu. Trzeba zaznaczyć ,że to wpływa na jej wydajność, gdyż niewielka ilość maski pokrywa nam całą twarz. Mi jedno opakowanie starczyło praktycznie na 3 użycia. 

Głównym zadaniem maski jest rozjaśnienie twarzy. Co prawda zaznaczone jest ,że nadaje się również do skóry z niedoskonałościami, które również może zmniejszać, jednak nie nie jest to jej głównym zadaniem!

Obietnice producenta - czy są prawdziwe ?

Tak! Nie chodzi tu oczywiście o jakiś efekt wow. Jednak rzeczywiście po nałożeniu maski , skóra wyglądała znacznie lepiej, zdrowiej i promienniej. Jak po większości masek skóra była przyjemna i miła w dotyku , co również producent obiecuje. Szczerze powiem ,że podchodziłam bardzo sceptycznie do tej maski wzięłam ją -bo wzięłam. Zrobiłam- bo rzeczywiście skóra po ostatnich podróżach potrzebowała więcej troski, a tu proszę miłe zaskoczenie. Mogę powiedzieć, że co do obietnic producenta nie mogę się do niczego przyczepić.


Jakie są plusy - oprócz dobrego działania?

Bez wątpienia kolejnym plusem jest tu cena! Jak już wspomniałam maskę kupiłam za grosze , dosłownie 2 -3 złote. Z tego co pamiętam trafiłam wtedy na promocję w Hebe, jednak w cenie regularnej też nie kosztuje fortuny.
Drugi plus to oczywiście wydajność! Kupując takie maski mamy je przeważnie na raz. Z tą jest wyjątek- jest to leciutki żel , którego na prawdę nie trzeba dużo, by nałożyć na całą twarz. Za taką cenę - czego chcieć więcej?;p


Jakieś minusy?

Tak! Wymieniłam wszystkie plusy ,teraz czas ponarzekać. Minus jest jeden. Maska zaraz po nałożeniu na twarz delikatnie mnie piecze , myślę ,że może jest to sprawa cytrusów, bo powiem Wam ,że nigdy takich masek z ich udziałem nie testowałam. Może być to również wina mojej cery, która czasem lubi być wrażliwa , a przecież każdy jest inny i nie koniecznie u każdego musi to wystąpić. U mnie niestety to wystąpiło, było to jednak delikatne pieczenie - do wytrzymania.





Warto czy nie warto ? Odpowiedzcie sobie sami , ja myślę, że przewaga jest plusów, jednak nie wiem, czy jeszcze po nią sięgnę:)
Buziaczki;***